Coś na kształt dziennika ze stycznia 2018 roku

Ale powiem Wam, że kiedy chcę raptownie pomyśleć o tym, co było piękne w tej niepięknej zimie, to zaraz pojawia mi się jeden obraz: wieczór przed wigilią, wilgoć, orlen w Rykach i kierowcy – w tym ówczesny autor bloga – sikający po krzakach, bo na stacji kolejka pań z autobusu z wycieczką.

Dziennik pisany w listopadzie (odc. 1)

Dziś M. wyprowadziła się na Mokotów. Jej mieszkanie ma białe ściany i pachnie inaczej. Trochę nawet przypomina Śniardwy. Wysyłam jej właśnie czytany fragment z Maxa Frischa: Jeszcze przedwczoraj mówiliśmy: Idę teraz do mieszkania. Dziś mówimy: Idę teraz do domu. Właściwie już mieszkamy. Kartonowe pudła wyglądają jak meble.