Dziennik. Zmiana czasu na zimowy

Pewnej październikowej niedzieli autor wstał o godzinie dodatkowej, kiedy słońce prosto w oczy i pojechał do lidla. Ach, te małe przyjemności. Nie musiał szukać drobnych, bo tam, gdzie zaparkował akurat ktoś porzucił wózek. A czekolady, czekolady moi drodzy, mają tam dwa razy większe niż zwykle.

Inne notatki

Pisanie w późnych latach trzydziestych własnego życia z potrzeby (kiedyś) stało się nękającym wewnętrznym przymusem. Z przymusu nie ma literatury, jest ciężkie składanie słów, równie nieprzyjemne, co czynności urzędowe.

Podróż włoska. Dziennik (3)

Wzgórza Euganejskie wyrastają na płaskiej niby ciasto na makaron nizinie. Na ich zboczach kryją się w renesansowych pałacach i willach arystokraci. Kiedy nadejdzie rewolucja z pewnością także będą tutaj.

Podróż włoska. Dziennik (2)

Oczekiwałem miasta o stu złotych wieżach, rozlanego nad morzem, gdzie bizantyjskie okręty przywożą sukno, a tymczasem jadąc przez peryferia pełne sklepików, magazynów i barów, i nie mogąc wyprzedzić tira, zbliżałem się do rozczarowania.

Dziennik znad Zatoki Fińskiej

Była to nizina, ale nadzwyczaj ładna. Wszelka regularność była jej obca. Kształt jezior, wysp, zielono-żółte języki lasów, tu i ówdzie rozrzucone zagrody. Nawet chmury były inne. Szare sklepienie wspierało się na koronkowej kolumnadzie.

Dziennik. Coś pomiędzy

Ekspresu nie ma. Milczy telefon. Nic się nie wyświetla. Jakby był na dalekiej wycieczce. W krainie Kimbo. Tęsknię. Żar spływa po plecach. Róża w różowym różową poduszkę chce odebrać Dziecku.

Dziennik. Mapy pamięci

Proszę spojrzeć – mówi przewodnik w klaustrofobicznym pokoju, którego podłoga przywodzi na myśl ulubiony serial – mapy pamięci obejmują różne poziomy przeszłości, które przenikają się nawzajem.

Dziennik. Cztery wieże

Zamiast kondensować wspomnienia w większe całości, obrazy, dzielimy je na drobniusieńkie sekwencje, ułamki sekundy. Prawdziwą sztuką byłby przecież wybór . A tak w nieskończoność rozcinamy chwilę, która miała trwać, bo jest piękna.

Dziennik bez potrzeby

„Bo ja nie istnieję. Zamiast mnie istnieją tysiące moich odbić w lustrach. Z każdym człowiekiem, którego poznaję, rośnie populacja przypominających mnie manekinów. Gdzieś tam żyją, gdzieś tam się mnożą. Ja sam nie istnieję (Vladimir Nabokov, „Oko”).

Dziennik wielkanocny

W Pobożnie wszyscy się modlą.
Samochody modlą się brruamen.
Koty się modlą. A psy się modlą? Też.
Helikoptery modlą się w Pobożnie. Śmigła składają do amen.
A tramwaje? Modliłyby się, ale ich w Pobożnie nie ma.
W Pobożnie wszyscy się modlą poważnie, nie tak jak my: nawet pieśni wielkanocne organista gra jako pogrzebowe.

Jeśli w Pobożnie dziecko jest niegrzeczne w kościele, następnej niedzieli jego krewni muszą dokonać auto da fé.

Dziennik pomiędzy podróżami

To wszystko jest opowieścią, której nie potrafię zapisać. Ta wiosna, która się nie powtórzy. Plan sobót i niedziel, żeby powstrzymywać czas. Wymyślam słowa dużo później, dobieram je ostrożnie, żeby nie uciekła (ale kiedy je zapisuję: minęła).

Dziennik. O tym, że Paryż istnieje

Miasta opisują się same przez się. Należy tylko dać się prowadzić ulicom. Fontanna na skwerku i figurki na wystawie japońskiej restauracji mogą mieć znaczenie większe niż witraż katedry. Miasta nigdy nie poznasz (jesteś tylko przechodniem), ale lepiej, żebyś ograniczał trasy podziemne, wybierając spacer piechotą albo (nie dotyczy wewnętrznego Paryża) tramwaj. Papierowa mapa sprzyja myśleniu. Pozwól się zachwycić zwyczajnymi rzeczami.