Max Frisch, Z dziennika berlińskiego, Czarne 2017


(Barbara Ann Spengler, Kurfurstendamm, Berlin Zachodni, luty 1970, źródło: https://www.flickr.com/photos/sillysocks/sets/72157670096654156)

Ćwiczenia z wyobraźni: noc i w papierosowym dymie zamglone światło. Pety zwinięte w popielniczkach. Po schodach na piętro wchodzi Zbigniew H., patrzy na stiukowego anioła na brązowym suficie i siada do stolika. Trzecia czy czwarta, właśnie wówczas Zbigniew H. mieszka w B. i chce zamówić setkę. Coś notuje na zmiętych paragonach.

1970: w Berlinie mieszka Zbigniew Herbert
1973: do Berlina przeprowadza się Max Frisch
1976: przyjeżdża do Berlina David Bowie

Często myślę o Berlinie – wyspie, tamtym Berlinie otoczonym murem, w którym wszystko było inaczej. Należy do minionych krain z wyobraźni, podobnie jak powojenny Lublin. Miasta, których nie mogłem zobaczyć, choć byłem bardzo ciekaw.

Moja wiedza o Maksie Frischu ograniczała się do notki z Wikipedii, więc to nie o niego chodzi (choć podziwiam teraz jego zwięzły sposób zapisu), ale właśnie o Berlin. Jeszcze jedna opowieść z wyspy. Często myślę o Berlinie, wtedy kiedy chodzę po dzielnicy, w której mieszka Jo. Max Frisch mógłby być jej sąsiadem (czym są dwie stacje metra?)

Ale – jeśli przyjrzeć się bliżej – bardzo mało w dziennikach jest tego Zachodniego Berlina. Frisch przypatruje się Wschodowi, ogląda enerdowską telewizję i ciągle czmycha za mur spotykać się ze wschodnimi literatami (którzy w dużej części, zapewne, notują te spotkania w swoich dziennikach na zlecenie Stasi).

Bacznie obserwuje Wschód a jego notatki brzmią niepokojąco w teraźniejszej Polsce: przez krytykę rozumieją wyłącznie krytykowanie przeciwnika, w kółko to samo, i nawet jeśli człowiek na podstawie doświadczenia zgadza się z tą krytyką, i tak wieje grozą, nic prócz litanii werbalnych samopotwierdzeń, myślenie szukające wyłącznie pytań, na które odpowiedź jest już z góry ułożona, a fakty pojawiają się tylko w tej mierze, w jakiej dowodzą słuszności dogmatu (s. 44; po wielu obrotach niebieskich sfer, dotarliśmy znów do Honeckera, towarzysze).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s