Colson Whitehead, Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki, Albatros 2017


(Sally Mann, Deep South, 2005, źródło: sallymann.com)

9 lutego:

Te wykrzywione zwierzęco twarze na obraz Goyi w zakrystii katedry w Toledo na co dzień należały do najzwyklejszych obywateli. Nie jesteśmy bowiem stadem naczelnych dwadzieścia cztery godziny na dobę. To okoliczności, język, poczucie własnej wielkości albo cudzej słabości pozwala nam zapomnieć o byciu człowiekiem.

Najbardziej uniwersalnym fragmentem „Kolei podziemnej” jest rozdział rozgrywający się w Karolinie Północnej. Stan, który wygnał wszystkich czarnoskórych i w którym trwa polowanie na tych, co nie zdołali zbiec, a także na tych, którzy im pomagają. Owszem trafiają się nadchodzący z południa tropiciele zbiegłych niewolników, ale to sąsiedzi są tymi, którzy donoszą, którzy w miejskim parku, ku uciesze gawiedzi, wieszają własnych sąsiadów i katują przyłapanych uciekinierów. Ba, w historii Cory (docenić należy, że podziemiami z piekła ucieka Cora, to jest Persefona), jeden z tropicieli ratuje ją przed linczem na miejscu.

Czy Karolina Północna nie przypomina jakichś obrazków z Polski, tych, o których, pod groźbą więzienia, mamy zapomnieć? Pięknych słonecznych dni, sąsiadów wydających sąsiadów za kilogram cukru i piszących Szanowny panie Gistapo?

„Kolej podziemna” napisana jest na przekór opowieściom o Wielkiej Ameryce i jej chwalebnej historii, którą miliarder karmi masy. Bo, czy tego chcemy, czy nie, ludzie i narody nie mają kryształowych historii. Nawet te, które zasługują na największe drzewo.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s