Dziennik. Boże Narodzenie

P1470965_400x400
(Lu., 26.12.2017, źródło: a.b.)

Głosy świąteczne

Wszyscy jesteśmy przerażeni muzułmanami – ksiądz spowiednik w Lu. nadwyręża moją słabą wiarę w czwarty z sakramentów.

Żebyś przestał popierać tych komunistów – życzy mi B.: nie jest tak – widać – ze mną źle.

Nie może wchodzić do kuchni, nie może podbiegać do ręki, nie może bawić się papierkami, nie może słyszeć muzyki – Jo. prezentuje regulamin wychowania kota. Boże, jakżeśmy rozpuścili Dziecko.

Do domku na-sze-go – Dziecko za to ma dość świąt.

Pokoik w Filadelfii 

W Ubimie święta są posępne, w Iniku – krzykliwe. Odnajduję się tym razem – nie wierzyłem, że do tego dorosnę – w wierszu Charlesa Bukowskiego: Najlepsze Boże Narodzenie, jakie pamiętam / spędziłem w maleńkim pokoju/ w Filadelfii/ zaciągnąłem wszystkie żaluzje/ położyłem się do łóżka/ i naciągnąłem na siebie wszystkie/ koce (…)

O! Wyżyno!

Z regularnością godną maszyn cyfrowych, w każde święta rozpływam się nad Wyżyną. I teraz kiedy w długich światłach widzę samotne drzewo przy drodze do Gorzkowa, a jest wieczór, pustka, pierwszy dzień Świąt, myślę właśnie: tu jest jej Środek. (o, mały włos w tym Środku byśmy nie pozostali, kiedy przednie koła zakopały się w błocie).

Zapiski z Pasa Biblijnego

W Ś. dominicantes i communicantes jest grubo ponad sto procent, paski telewizji rządowej czyta się z nabożną uwagą, zachęcając też dzieci, a gdy prezydent, ten prezydent, przylatuje śpiewać kolędy, to prawie jest to równe Bożemu narodzeniu.

W Ś. na tablicy ogłoszeń wisi generał Jaruzelski i ogłasza stan wojenny. Pod nim informuje się, że miejscowymi donosicielami byli – tu lista pięciu nazwisk. Ujawnić zdrajców na klatce schodowej, chociaż taki substytut upragnionego wieszania w pobożnym mieście.

Marcepan

Porobiło się tak, że kiedy wróciliśmy do domku na-sze-go, w drugi dzień, wieczorem, mogłem jeść tylko czekoladę i marcepan. Na nic innego nie mogłem spojrzeć, ale na ferrero owszem (och, ten lubieżny szelest złotego pazłotka). Do łóżka Dziecko przynosiło mi kawałki marcepanu, na myśl o których oblizywałem się i wołałem o jeszcze, jakby chciał mój organizm święta oblepić masą z migdałów, żeby były wreszcie wesołe.

(24-26.12.2017)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s