Magdalena Lankosz, Joanna Karpowicz, Anastazja (tom 1), Kultura gniewu 2017

(kadr z „Anastazji”, s. 36, źródło: komiks.gildia.pl)

„Anastazja” jest pięknie namalowaną opowieścią o złotej erze Hollywoodu, która z bliska okazuje się być jedynie pozłacana. Mała dziewczynka z prowincji – za sprawą matczynego uporu, graniczącego z przymusem – staje się dziecięcą gwiazdą, taką Szirlejką, płacąc za to ogromną cenę. Fabryka marzeń okazuje się być siedzibą perwersyjnych złoczyńców, wykorzystujących kobiety zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

Zbiegiem okoliczności publikacja „Anastazji” dzieje się jednocześnie z akcją #metoo i sprawą Weinsteina, a właściwie lawiną spraw, w której oskarżani obejmowani są natychmiast zbiorową infamią, a ich dzieła wyrzucane w niebyt. Nagle – jakby na nowo – pojawia się pytanie o tożsamość twórcy z jego twórczością. Czy Frank Underwood przestaje być geniuszem zła, jeśli okazuje się nim być Kevin Spacey? Czy przestaniemy zachwycać się „Absolwentem”? (Te same pytania pojawiały się zresztą przedtem w kontekście totalitaryzmów, w tym sensie #metoo przypomina nieco działania dekomunizacyjne).

Anastazja wbiega do pałacu filmowego magnata-perwersa. Te czerwone korytarze i kurtyny, co za malarskość! Na jednej ze ścian wisi nagi portret Fränzi autorstwa Kirchnera: kolejny akt oskarżenia przeciwko artystom. Pisałem blisko dwa lata temu: Bo to o zachwyt, jestem przekonany, chodziło i jeszcze o tę pewność, że Fränzi na wieczność będzie miała dziesięć lat, nie zostanie wdową, nie będzie uciekała z płonącego Drezna, nie umrze na serce: o sprzeciw wobec upływu czasu, ucieczki chwil. Sprzeciw wobec upływu czasu, ucieczki chwil – najprostsza definicja literatury i sztuki (tutaj). Cały ten zachwyt zostaje potępiony i uznany za amoralny. Tak jakby, zdaniem autorek „Anastazji”, Kirchner miał dołączyć do owej galerii potworów.

Robi się w niej tłoczno. Oto pojawiają się bowiem głosy, aby śpiącą Teresę Balthusa (tutaj) zdjąć z widoku w MET i ukryć jak najgłębiej, do jakiegoś sekretnego gabinetu – jak owe pompejańskie fallusy w neapolitańskim muzeum. Piękno i sztuka – na naszych oczach – przestają istnieć bezinteresownie, same w sobie, stając się orężem w walce płci (Chrońmy się przed moralną histerią – alarmuje „The Guardian”).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s