Marcin Kącki, Poznań. Miasto grzechu, Czarne 2017


(Okładki książek Małgorzaty Musierowicz, źródło: winxblogger.pl; marzy mi się portret bohaterów „Poznania” utrzymany w tej konwencji plastycznej)

Oglądanie filmów Ulricha Seidla: to jak ciekawsko zagląda do porządnych wiedeńskich domów, ba do austriackich piwnic, żeby wyciągnąć na wierzch to, co się zamiata pod dywan. Zresztą wyciąganie na wierzch okazuje się być spécialité de la maison austriackiej literatury wbrew społeczeństwu, które wygodnie się czuje pierwszą ofiarą własnego rodaka.

Poznań też jest lukrowany i wcale nie chodzi o rogale świętomarcińskie, które od dobrych kilku lat zagościły też w Warszawie i które – o jak to lubię – przynosi mi A. Poznań jest cały – uwaga! autor bloga ma wizje – zamieszkany przez Borejków: sympatycznych, klasycznych, bez cienia wątpliwości. Wypisz wymaluj, szczęśliwi Wiedeńczycy cieszący się swoimi rytuałami i na wszystko posiadający odpowiednią łacińską maksymę.

„Jeżycjadę” czytałem na studiach, Poznań odwiedziłem kilka razu. Najbardziej wbił mi się głowę pewien jesienny wyjazd, podczas którego nocowałem u brata mojej współlokatorki P. i oglądałem nocą „Marzycieli” Bertolucciego.

Kącki przypomina Seidla: nie tylko w wyciąganiu na wierzch, ale również w ekshibicjonistycznej metodzie prezentowania opowieści. Imiona, nazwiska, intymne szczegóły, kłótnie w kuchni. Już przy okazji „Białegostoku” miałem co do tego wątpliwości, ale tutaj nasilają się jeszcze bardziej. Czy nie wyciąga na wierzch za dużo?

Więcej: czy nie insynuuje? Takie miewam wrażenie przy fragmentach – a wiecie, że biografie pisarzy doceniam – dotyczących relacji Stanisława Barańczaka i jego siostry, autorki „Jeżycjady”. Trochę jest w tym manipulacji: nie chodzi już o to, żeby zdrapać lukier, ale żeby poczuć gorzki smak pod spodem (jak na s. 234, co sprawdziłem: Musierowicz do czytelniczek na stronie zwraca się, używając podawanych przez nie pseudonimów, stąd słodka istoto to nie – jak może się wydawać z tekstu Kąckiego – objaw lekceważenia czy naśmiewanie się).

Niemniej, dużo jest w „Poznaniu” ujmujących szczegółów, zwłaszcza gdy Kącki zajmuje się historią miasta, po której krąży sprawnie (a skoro dobrze się to czyta, to nawet odechciewa się fact-checkingu), kawały lukru odpadają z przedwojennych kamienic i porządnych Wielkopolan w cylindrach. I znów czytelnik ma poczucie, że nie tylko o Poznaniu „Poznań”, że to przecież świetna metonimia polskiej hipokryzji.

(Do listy lektur: „Wiersze zebrane” Stanisława Barańczaka)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s