Sally Mann, Hold Still. A Memoir with Photographs, Back Bay Books 2015

Sally_Mann_Deep_South_06_400x400
(Sally Mann, z albumu „Deep South”, 2005, źródło: https://www.vanityfair.com/culture/2015/05/sally-mann-hold-still-interview; ledwo, co się powstrzymałem przed którąś z fotografii z „Immediate Family”)

4 lutego:

Usiłuję przypomnieć sobie, jakie słowa wypowiada fotografujący do fotografowanego, w języku polskim. Uśmiech! – ale to dotyczy familijnych fotografii albo takich, które w mieście R. robiła mi po komunii pani Kanarkowa (mniejsza o nazwisko), ustawiając z różańcem w ręku koło stolika ze sztucznym bluszczem i obdrapanym świętym obrazkiem. Więc, nie uśmiech.

Nie ruszaj się! – jest w tym wykrzykniku jakieś ostrzeżenie. Jakby fotografia mogła zabić. Ale nie ruszaj się dotyczy miejsca, i nie ma w tych słowach próby zatrzymania czasu, takiej jak w angielskim hold still. Trwać, choć przez jedną chwilę.

Rzadko – jak teraz – zastanawiam się nad tytułem, ale skoro autobiografia (czy na pewno?) Sally Mann nie doczekała się jeszcze polskiego tłumaczenia (a powinna – w serii amerykańskiej „Czarnego”, zaraz obok Patti Smith), to mam pole do popisu.

Sally Mann poznałem dzięki zachwytowi, dodajmy każdorazowemu zachwytowi, jaki ogrania mnie, gdy oglądam „Immediate Family”. Temu zachwytowi zresztą poświęciłem już kawałek wpisu tutaj. I oczywiście o „Immediate Family”, o reakcjach jakie wywołała, o nadinterpretacjach i oskarżeniach, jest też w „Hold Still”. Ale opowieść Mann to też fascynująca historia o amerykańskim Południu (które – jak twierdzi autorka – w melancholii bliskie jest Europie) i wstrząsający esej o fotografowaniu. Esej, który stara się odpowiedzieć na te same pytania, które raz po raz zadaje autor bloga, na przykład dyskutując z Jo. o sensie fotografii.

Cokolwiek sfotografujesz, bez względu na to, że widziałeś to naprawdę, nigdy już na to nie spojrzysz oczyma pamięci. Już zawsze będzie wycięte z kontinuum bytu, zaledwie okruch, drobina, przejrzyście obrane z cielistego życia w czasie; elegijne, jednowymiarowe, natychmiast żółknące od nostalgii: momentalne memento mori (s. XIII).

Tak ulotne jak nasze ślady na nadrzecznej plaży były owe chwile dzieciństwa uchwycone na zdjęciach. I taka będzie nasza rodzina, nasze małżeństwo, nasze dzieci, które ją ubogaciły i nasza miłość, która pomogła nam przetrwać. Wszystko odejdzie. Pozostaną te zdjęcia opowiadające naszą krótką historię, taką mamy nadzieję (s. 165).

Kiedy oddajemy naszą pamięć aparatowi, umniejsza się nasza zdolność zapamiętywania i bledną nasze wspomnienia (s. 301).

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s