Klementyna Suchanow, Gombrowicz. Ja, geniusz, Czarne 2017


(Witold Gombrowicz, Vence, lata 60. XX wieku, fot. Bohdan Paczowski, źródło: culture.pl)

Nad telewizorem w dużym pokoju stało sobie – zdaje się – pięć tomów biało-czarnych dzieł zebranych (wybranych?) W.G. Nigdy do nich nie zaglądałem: bardziej kuszące wydawały się stojące obok tomy – z nazwiskiem napisanym niby-ręcznie – Hłaski. Szkoła zmusiła mnie do przeczytania „Ferdydurke”. co zrobiłem z niewielką ochotą (trzeba jednak dodać, że np. Jo. kompletnie się „Ferdydurke” zachwyciła). Tak, muszę to napisać – choćbym został uznany za ignoranta – W.G. mnie nie zainteresował.

Kiedy dokonują się wytryski polskości, tak jak u nas ostatnio, prześmiewczy Gombrowicz wraca: raczej nieczytany, tylko cytowany, kiedy w urwanych fragmentach zwalcza tę siermiężną, brudzącą wszystko polskość. W takich chwilach odwołanie się do Gombrowicza to próba wyszukania w polskim patosie jakiegoś pierwiastka zdrowego rozsądku, spojrzenia na siebie ze świadomością swojego miejsca w świecie. Właśnie w takim momencie pojawia się dwutomowa biografia Gombrowicza autorstwa Klementyny Suchanow. Zanim nastąpi jej premiera, wytryśnięta polskość dobiera się do autorki: sieć obiega zdjęcie z wynoszenia jej przez policję z blokady polskich zombie-guseł, co to się odbywają dziesiątego.

Napisać dwa tomy o Gombrowiczu to duża sztuka, bo wiedzie on nadzwyczaj nieciekawe życie, jak wynika z biografii: życie zwyczajne, samolubne, zamknięte w wieży własnego (najpierw domniemywanego, potem uznanego) geniuszu. To zamknięcie przekłada się na kontakty towarzyskie, które W.G. sprowadza do minimum, wyśmiewając, obrażając i zamieniając potencjalnych przyjaciół w zaprzysięgłych wrogów. Nawet kochankowie zamieniają się w dosyć anonimowe małoletnie (!) postaci.

Nie pozwól aby cię roztopiły mdłe sentymentalizmy i słodkawe porozumienie z masą, w którym tyle utonęło polskiej literatury. Bądź zawsze obcy! Bądź zawsze niechętny, nieufny, trzeźwy, ostry i egzotyczny. Trzymaj się chłopcze! Nie daj się swoim oswoić, przyswoić! (s. 156).

Ciekawie dzieje się też obok biografii. Ustępy poświęcone rządom pułkowników w przedwojennej Polsce i ich nachalnej propagandzie sukcesu albo kampaniom nienawiści koordynowanym przez ubecję w latach sześćdziesiątych czyta się – zaskakująco i niepokojąco zarazem – jako coś znajomego. Historia Polski – taki lejtmotyw na tym blogu – znów zatacza koło, zmierzając do upragnionej narodowej katastrofy.

(Czymś wspaniałym – a w biografiach dotąd rzadko spotykanym – są zamieszczone mapy, pozwalające śledzić topografię Gombrowiczowej Warszawy, Buenos Aires, Berlina i Vence.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s