Dziennik pisany w listopadzie (odc. 4)

 

(Peter Henry Emerson, Zimowy wschód słońca, 1895, Muzeum d’Orsay, źródło: tumblr.com)

 

Rzym

Jak tylko napisałem o pięknych porankach (w środę to było) kolejny z nich okazał się naprawdę znamienity. Światło nadawało miastu takich kolorów, że zatrzymałem się przy dzwonnicy Anny, pstryknąłem zdjęcie i wysłałem A. Patrz, Rzym – napisałem. I A. uwierzyła.

Późny listopad (po raz drugi)

Co jakiś czas podchodzę do okna i ciągle jest tak samo, to znaczy jesień, kończy się listopad, wycieczki zbijają się w gromadki, żeby się ogrzać. Tęsknię za lipcowymi dniami, za sierpniowymi wieczorami, kiedy równie prawdziwe były twierdzenia, że Słońce jest pępkiem i że pępek jest Słońcem.

Berlin

Wieczorem zniknął Berlin. Przeglądaliśmy zdjęcia z podróży (tęsknota ciąg dalszy) i okazało się, że nie ma dowodów na Berlin w maju. Z pamięcią też słabo: czy aby na pewno w maju? Napisaliśmy do Jo. żeby opowiedziała nam Berlin. (Dowód na blogu nie jest żadnym dowodem).

Fryzjer

Dziecko ma szczęście. Jego pierwsze włosy zostały umieszczone w plastikowej torebce na specjalnym dyplomie. Starodawni Słowianie urządziliby z tej okazji huczne przyjęcie, ostatnie ślady owych rites de passage. Pola na fotelu obok nie ma tyle szczęścia, jej długie oświetlone porannym słońcem włosy spadają po prostu na podłogę. Nie ma dyplomu, tylko film o Barbie.

Kondukty

Dawno temu po ulicach kroczyły kondukty. Wtedy jeszcze śmierć mieszkała zwyczajnie obok i nie zajmowali się nią specjalni panowie w atłasowych rękawiczkach. A dzisiaj – niespodziewanie – udało natrafić się nam na kondukt i to w momencie, gdy tłum aut jechał na czarny piątek w sobotę w Arkadii, a tu sztandary, a tu konie, a tu żołnierze. Przypomniałem sobie, że było zaproszenie na ten kondukt. Jeden minister zapraszał drugiego, bo ciała dzisiaj to też polityka. Podenerwowaliśmy się. Żandarmeria mrugała. Na objeździe też korek, na czarny piątek w sobotę w Arkadii.

Rzeczy zwykłe

O tej niedzieli nic nie mogę napisać: żywot typowych drobnomieszczan z początku XXI wieku. Ennui, Weltschmerz i seriale Netflixa (brakuje kota).

Znikanie

Dlaczego nie wraca się do ważnych miejsc, jeśli tylko przestają być ważne? Myślę o bloku na Króla Rogera (wyprowadzka w wieku lat dziesięciu) albo o Śniardwach (wyprowadzka w wieku lat dwudziestu czterech). Jakbyśmy wyrastali z geografii w ten sam sposób w jaki wyrastamy z butów. Może to lęk przed tym, że wciąż tam jesteśmy? (Powinienem spytać M.)

Urzędnik się skrada

Narada odbyła się nad wielką dziurą, późnym popołudniem, w porze, w której wielkie reflektory spoglądają w rzeczoną dziurę. Ów chłopiec – ton protekcjonalny, w który popadam, gdy słucham młodszych od siebie – przedstawiał Wielki Projekt poparty Wielkimi Nazwiskami. Właściwie był to zarys, obrys, szkic Wielkiego Projektu, ale Wielkie Nazwiska, takie, co bywają w publicznej telewizji nader często, wyrażały się wyłącznie pozytywnie. Od kiedy będę mógł zostać u państwa zatrudniony? – spytał na koniec.

Ukradkiem spojrzałem w wielką dziurę i dojrzałem – połyskującą w świetle reflektorów – Polskę.

Późny listopad (po raz trzeci)

Gdzie jest owa łapczywość lata? Pozostaje jedynie niebieskie światło.

Drugi śnieg

Mokry śnieg. Naprawdę zima istnieje tylko w Lublinie, zapisałem w styczniu. Piszę do M., a ona, że śniła jej się Wolska i Kalinowszczyzna – jak dawno nie śnił mi się Lublin. Mokry śnieg i żadnego blasku.

Zszedłem ja – Dziecko złazi z łóżka i biegnie podglądać sikorki.

(23-30.11.2017)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s