umrzeć trzy dni przed Noblem
Kategoria: TEKSTY
Ulotka, którą włożyłem w książkę
Gdy na ulotce dostrzegam portret wręczającej. Przezornie chowam do książki. Patrzę, czy nie podejrzewa. Przykro tak przed deszczem wprost między petami.
S. Johansson, Akt kobiecy w lustrze, fot. cyfrowa, 2011
w bezustannym konflikcie między penelopecruzistami a johanssonistami
Anonim, Martwy Michael Jackson na łożu śmierci, fot. cyfrowa, 2009
z przemysłowej kamery szpitala uniwersyteckiego w Los Angeles
Piątek, koniec września
wrona rzuca swój orzech pod świętą Anną wytrwale
Autora bloga antykwaryczne
Potem napisałem list, ten, że zawsze. Zapisałem go w innym alfabecie i tam znowu coś o sercu, itede itepe.
Autora bloga awaria
Czy komunikat „Pociąg stojący w kierunku Kabat odjedzie w kierunku Młocin” nie jest metaforą polskości?
Autora bloga apatia
Dzisiaj na przykład śniły mi się Tatary zimą, osiedle przy FSC, Mełgiewska 7/9.
Wtorek, początek jesieni
Teraz przyglądam się burzy w domku z poduszek
Stara Miłosna
jest coś miłosnego między mną a tobą
Ogarek
Smutna jest wolność, co ma takich bohaterów.
Podróż na południe. Ostatnie
O dwudziestej trzydzieści serpentynami z barierką chroniącą od dna Adriatyku, autor bloga powoli odkrywał dlaczego ostatnim słowem Polaków jest „O! ku…!”
Podróż na południe. Fotografowanie (odc. 2)
Jeśli ani poetą ani fotografem, może jednak powinienem pozostać zwyczajnym urzędnikiem?
Podróż na południe. Dubrownik
Podróż na południe. Ljubljana
Czy jeśli te kasztanowce też są o dwadzieścia lat starsze
to też im bliżej śmierci?
Podróż na południe. Mostar
Przewodnik spokojnym drukiem wyjaśnia, że tutaj mordowali, gwałcili i burzyli.
Podróż na południe. Sarajewo
Pali się tutaj papierosy i popija mocną czarną kawą, przez co czuję się jak przeniesiony nagle do dzieciństwa do mieszkania na Marchlewskiego.
Podróż na południe. Fotografowanie
w Sarajewie fryzjer o twarzy rzeźnika w samotnym gabinecie luster; wieczorem białe siostry w białych sukienkach na białych marmurach dubrownickiej starówki; czarnoloka sprzedawczyni wachlarzy przy moście w Mostarze; palące w strojach ludowych na trenczyńskim rynku.
Podróż na południe. Autor bloga wyjaśnia
Albo kształty opakowań kawiarnianych cukrów. Można by. Najprościej można by jednak stan dróg, napisy na drogowskazach, krajobrazów migotanie.
Argonauci drogi krajowej nr 17
Nienapisane są przygotowania do podróży:
szelest toreb, poszukiwania długopisów.
Czy wzięliśmy? Tak, wzięliśmy. Ale właściwie dlaczego?
Różne miejsca
Ulewa zastaje mnie punktualnie o szesnastej. Drugi dzień.
Pięć
już dwadzieścia centymetrów Ameryka uciekła od Europy.
Powieści, które nie istnieją
Gdybym był Pilchem odkrywającym Masłowską, ale cóż, jestem tylko prostym autorem bloga
Gore
Jakub Szela stoi na czele Czerwonych Khmerów i czerwonogwardzistów z „Prowadzących umarłych”. Niebezpieczny jest śpiew R.U.T.A. potraktowany jako zawołanie.
W Lu. dziewięćdziesiąte urodziny Julii Hartwig
Właściwie dopiero tort wzbudził żywsze zainteresowanie. Ogonek do tortu a czekoladowy był i palce brudził. Jedliśmy tort na Krakowskim, dzieci czyhały na cukrowe różyczki.
Fragmenty. Arabeski
Piękny incipit bym miał, będąc arabskim poetą
Fragmenty. Auta
Kiedy nie mogłem zasnąć albo się bałem, liczyłem samochody na Jana Pawła
Krakowskie Przedmieście, środa po południu
Tego dnia nie dopełniłem rytuału,
nie wypiłem porannej kawy na rogu.
kawiarnia my’o’my
Dobrze było nam rozmawiać, choć czaił się
jeździec apokalipsy: cień ćmy w abażurze.
Wilanów, niedziela po południu
Jaki on mały – pomyślałem w ogrodzie za pięć złotych, wspominając ogrody Schoenbrunnu albo martwy Charlottenburg ubiegłego lata. Willa taka podmiejska, podrzymska. Barok nie do zniesienia w kolorze ajerkoniaku.
Świętojańska, sobota wieczór
Pod numerem Świętojańska 13 sprzedawczyni pierogów wyczekuje. Piękne zdjęcie byłoby.
Aleje Jerozolimskie, piątek wieczór
Zawsze przy nim myśl o wstydzie. Tak jak wtedy na dziedzińcu Justus Lipsius, kiedy uświadomiłem sobie, że to wicepremier mojego kraju.
Święta Anna, piątek rano
Znów tak pójść, zostawić miasto. Patrzeć na ulice zupełnie inaczej. Oddychać: zapach świtu, zapach południa, zapach nocy. Myślałem, że jeszcze spotkam. Ale oni odeszli.
Autora bloga proza w Wa.
Podchodzi Andżela. Andżela wygląda jak Pippi Langstrump i zadziera głowę. Czuję jej wzrok na mojej okładce. Co pan robi? Czy w dzisiejszych czasach nieznajomi mogą rozmawiać z dziećmi na ulicach? Czytam. Zdecydowałem się.
Dziennik ze strychu (odc. 10)
Zapach w łazience:
klatka bloku u cioci L. w mieście R.
Dziennik ze strychu (odc. 9)
powietrze wypełnia menu z restauracji na dole: dziś wątróbka z jabłkami i kurki w beszamelu.
Miasto albo o samobójstwie
Heroizm jest cnotą. Czyż rozsądek nie większą?
Święta Anna, poniedziałek rano
myśląc że też lustro
Dziennik ze strychu (odc. 8)
pałac kultury: czubek za futryną
Sekwencja na 27 lipca
kiedy były ciepłe?
Dworzec zachodni, sobota rano
Z uporem wrona rozdziobuje worki na śmieci na peronie. Systematycznie segreguje plastik i jedzenia resztki.
Hoovera (odc. 5)
Czarno-biała fotografia: rozmazany deszczem ciepły wieczór
Dziennik ze strychu (odc. 7)
Dobieranie faktury papierów do podpisu. Odciskanie sekretnych pieczęci. Grzeczności wypisywane kursywą.
Dziennik ze strychu (odc. 6)
Znowu słyszę głosy
Niedziela, środek lipca
Barmanka – bazyliszek ze wstrętem nastawia ekspres
Sweter Marilyn Monroe
Czym się różni ciekawość relikwiarzy od ciekawości muzeów: jej fotel, jej krzyżyk, jej sweter (tenże sam też Marilyn Monroe)?
Fragmenty. Tramwaje i autobusy
Cała skłębiona menażeria: odstające uszy, za długie ręce, sukienka w żółte paski. Deszcz, więc okien nie, zaduch.
Doktor Oetker jako narzędzie szantażu
Za karę, że nie przyszłaś zjem Ci ostatnie ciasteczko.
Wiem, wiem, są wyprzedaże a tu tylko zupa czeka.
Niemorze
Chciałem pojechać nad morze,
obejrzeć horyzont, który w rzeczywistości nie jest horyzontem,
tylko mierzeją.
Dziennik ze strychu (odc. 5)
Oswajam portierów, klatki schodowe i okna uchylne
