Wilanów, niedziela po południu

W dwunastym roku mieszkania tutaj, wybrałem się do Wilanowa. Byłem tam w wieku czterech lat i autokar pachniał pomarańczami (pamięć nie musi działać racjonalnie.)

Jaki on mały – pomyślałem w ogrodzie za pięć złotych, wspominając ogrody Schoenbrunnu albo martwy Charlottenburg ubiegłego lata. Willa taka podmiejska, podrzymska. Barok nie do zniesienia w kolorze ajerkoniaku.

Posłuchawszy blogera (zabierzcie do Wilanowa swoją żonę, męża, kochankę, kochanka), wybraliśmy się na wystawę zdjęć Witkacego. Oświetlenie fatalne. Kolekcja pociągająca. Na żywo zobaczyć bohaterów listów do żony. Patrzę na niego i przypomina mi się, że cierpiał na hemoroidy.

(Najważniejsze: zobaczyć dokąd trafia sto osiemdziesiąt.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s