W Lu. smutny plac z drabinkami i psimi kupami będzie teraz nosił imię. Smutne pieski lewą nóżkę będą podnosiły na cześć, pod kątem czterdziestu pięciu stopni.
Autor: kozmo
Autor bloga i nieoczekiwany koniec zimy
Pływać przy dziennym świetle to prawie jak nago.
One million euro hotel. Pochwała orkiestry
Tym razem to nie był pogrzeb Jugosławii, ale resztek mojej w biuro wiary.
One million euro hotel
Walentyna włosy ma na blond farbowane.
Autoportret autora bloga na początku tygodnia pracy biurowej
(Nie mój cyrk, moje małpy. Znajdź różnice.)
Wiadomości
Chmura radioaktywnego cukru, Leszku!
Autoportret autora bloga po tygodniu pracy biurowej
(Cyrk niestety nasz polski a nie hiszpański.)
Egzamin do służby cywilnej
Ewa Lipska przyszła mi natomiast do głowy za biurkiem. Zamiast króla należy oczywiście wstawić ministra albo dyrektora, zamiast narodu – departament
Pałac
W toalecie przyszło mi do głowy, że przewodnik po toaletach pałaców królewskich, książęcych i prezydenckich, tudzież dworu cesarskiego Japonii oraz komnat papieskich byłby bestsellerem.
Filmy na prezent
W ostatni festiwalowy wieczór autor bloga wybierał filmy. Nie ma na kogo, wobec tego, zrzucać winy.
Jest tak piękny słoneczny dzień. Czytania ciąg dalszy.
Życie cudzych dzieci kosztuje kilogram cukru
Elizabeth Taylor jaką pamiętam. Wypracowanie
Mam trzydzieści jeden lat, Elizabeth Taylor umarła mi w urodziny.
Jest taki piękny słoneczny dzień
To ponad-współczucie daje się odczuć w języku, którym Engelking pisze o śmierci, języku antropologa lub filozofa, a nie historyka.
może Odys
Obserwuję go z okna: deszcz, mróz, plus trzydzieści. On zawsze. Dźwiga zakład kosmetyczny.
W poniedziałkowe popołudnia autor bloga relaksuje się w kinie
kino kazirodczego niepokoju
W poniedziałkowe poranki autor bloga bywa cyniczny
Kiedy już Szymon z Cyreny powrócił z pola, zastał w domu lej po bombie. Niestety nie udało mu się ustalić, czy to pociski dżamahiriji, czy to świt Odysei.
W piątkowe popołudnia autor bloga odwiedza księgarnię
Jakie było moje zdziwienie wczorajszego popołudnia, gdy zorientowałem się nagle, że istnieją jeszcze księgarnie niewirtualne.
W sobotnie poranki autor bloga jest konserwatywny
nie czytałem, więc nie powinienem się wypowiadać, ale mam ochotę na sarkazm
Klaunów wojna domowa
Twarz klauna to tylko maska: Gdybym nie był klaunem – mówi jeden z bohaterów – zostałbym mordercą.
Arcyksięcia nam zabili, przy palmie
Występ bałkańskiej orkiestry dętej pod empikiem może być nie lada atrakcją, jeśli tylko przechodzisz, cykasz fotkę albo nudzi ci się na przystanku.
Papież (wysokość: 35 cm)
Lolek – mały chłopiec w przedwojennym filcowym szkolnym mundurku i w berecie na głowie. To maskotka przedstawiająca Karola Wojtyłę z czasów, gdy był chłopcem (za jedyne 39,90 zł).
Podróż do Włoch. Lorenzaccio
Kolejne przygotowania do zwiedzania Florencji
Sejsmiczne
Tektonika njusów jest nieubłagana. Zza Honsiu zupełnie nie widać Libii.
Podróż do Włoch. Muratow, tom trzeci
Matka Boska jako opiekunka Sieny okazuje się być bardziej pracowita niż jako królowa Polski. Ledwie chroń Twoje miasto zwłaszcza od florenckiego jarzma a zaraz wzięto piętnaście tysięcy jeńców, dziesięć tysięcy zabito.
Wtorek, połowa marca
Pani w przejściu świecą palce
przez fluorescencyjne różańce
Podróż do Włoch. Muratow, tom drugi
Kontynuuję podróżowanie, dzięki czemu mniej mnie tu. Bo tu takisob i niewsos, choć pogoda przejrzysta
Autora bloga żale nad administracją (odc. 2)
Powrót jednak wydaje się czymś naturalnym. Wystarczy oderwać się od biurka.
Chiny z perspektywy Niziny Mazowieckiej
Rewolucja dała mi szansę podeptania tych, którzy byli ode mnie lepsi.
Autora bloga żale nad administracją
Aaaby któregoś dnia
nie przyjść rano do pracy, żeby
nie zmarnować całego życia.
Się jeszcze obudzili
Budzisz się a Japonia już nie istnieje. Ta Japonia od hajtech i tak dalej.
Chichot autora bloga
Dawno nie chichotałem już w metrze, choć nastrój takisob. Dawno też nie poplamiłem stron espresso w biegu (do prac).
Fikcje
Lubię paradować ze świeżymi książkami
w torbie: czuję wtedy zazdrość rzeczy martwych.
Podróż do Włoch. Muratow
Via Appia jako podróż w czasie. Krajobraz Muratowa tam taki sam, jak ten widziany przed dwoma wiosnami. Czytam i ta sama soczysta zieleń, pasterze i kozy skaczące po antycznych grobach.
Lękliwe
z poczuciem przeczucia
i z przeczuciem poczucia
biuro, zegar, stół
nokii taniec po stole, wibrują niebieskie serca
Podróż do Włoch
Tramwajem kolibałem się w jakieś nieznajome okolice, gdzie zamiast gołębi latają airbusy.
Możliwość Islandii
Nie mogę sobie wyobrazić państwa – wyspy, gdzie wszyscy znają się nawzajem. Takie Lu. na wyspie, w dodatku bez nazwisk, ale Lu. z własnym rządem i operą.
Papieskie
Jak już Mu przypną aureolę, to łatwiej będzie Nim zatykać usta. W końcu są bardziej papiescy od Niego i zawsze o tym krzyczą.
Piosenka wieczorna
Kiedy wrócę nad ciepłą zupę z serc
będziemy sobie opowiadać bajki,
wszystkie z dobrym zakończeniem.
biurko, okno, niebo
Najpierw niska rotunda zza globusa, potem wyrasta znad ceglanego Widoku wieża coca-coli, jej dawno nieremontowana bliźniaczka – wieża boscha kryje się za futryną. Z drugiej strony najwyższa błękitna wieża, potem rwane metropolis z toi-toiem na szczycie.
Wtorek, początek marca
kimś być innym niż się raz jest, raz nie jest?
Poniedziałek, koniec lutego
Żądasz empatii, zachowaj ją sam.
S.I.W. do J.W. de domo U. vol. 3
Nieodparte wrażenie, że tak naprawdę Witkacy pisze do siebie, że zamiast Nineczko! mógłby adresować Stasiu!
Cukiernicze
Śnieg przypomina wiórki kokosowe. Czyżby świat był bajaderką?
Łóżkowe. Książki
Nie tak sobie wyobrażasz bohaterów: oni zawsze bez skazy, czysty spiż (łatwo popaść wówczas w idolatrię), a tam są fragmenty, które powodują gęsią skórkę.
Łóżkowe
Obłożnie obłożeni prasą i książkami, wyciągamy się z A. w zielonej pościeli, sącząc herbatę z Marksa i Spencera na przemian z fervexem oraz visolvitem
O darze i Bogu
„Radość jest niczym drabina światła w naszym sercu.”
Sobota, druga połowa lutego
Wycinek prywatnej historii. Kondukt zdąża w kierunku przeciwnym niż wtedy procesja. Magia Alkmeny.
O mitach i bogach
Oglądana z dystansu historia Polaków przypomina operę buffo. W kulcie Piłsudskiego, opisywanym przez Heidi Hein-Kirchner, jak w soczewce, skupia się nieracjonalna polskość, małość i megalomania, ta skłonność do egzaltacji.
