Sobota, druga połowa lutego

Pada kłębiasty śnieg. Wychodzimy z E. z Placu Katedralnego popijając herbatę w plastikowym kubku. Na zimno nie pomaga.

To jest ten moment, kiedy wiesz już, że pozostaje nieobecność. Na Anielskim orszaku zawsze się rozklejam. Nie inaczej dzisiaj.

Plac Katedralny klamrą spina czerwiec sprzed czternastu lat (musiałbym szczegóły sprawdzić w dzienniku) i ten luty:

Wycinek prywatnej historii. Kondukt zdąża w kierunku przeciwnym niż wtedy procesja. Magia Alkmeny.

Pada kłębiasty śnieg. Ludzi tamtych już nie ma, ni czasu tamtego. Na Ruskiej siadam z widokiem na wieże katedry.

(Teraz odjadę, po raz kolejny opuszczając Lu., coraz bardziej nie mój.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s