Ty, który tu wysiadasz, żegnaj się. Staniesz się jednym z dwóch milionów anonimowych użytkowników wielkiego miasta.
Tag: Warszawa
Chrześcijanin w tramwaju
Chrześcijanin chrześcijanina
Nawyk wspominania rocznic
Sun Tzu znalazł się na plakacie typu chwalebnego
O dokarmianiu biurokratów
nabiałem tuczą urzędników
Polskie lipce. Wpis patriotyczny.
Naród powstał w Wa raz kolejny
Wa: przewodnik operowy
Walkiriom się wybacza, kiedy pędzą na cmentarz wojskowy.
metro, plac wilsona, ósma dwadzieścia pięć
spocona grupa Laokoona
lato na trzydziestym szóstym piętrze (z banałem na końcu)
stracił zdolność do codziennego zachwytu widział rzeczy codzienne i pozostawały one codziennymi
Wtorkowy poranek, przystanek Nowolipki
ranni bo rano
Muzeum: obserwacja uczestnicząca
Punktualnie o 18.00 powstanie się skończyło
Procesja: obserwacja uczestnicząca
Gdzieniegdzie jakiś papież przylepiony do szyby
Piątkowe popołudnie, ulica Chmielna
Przepraszam, gdzie jest filharmonia?
Dwa tysiące dziewięć. Wersja alternatywna.
coś o braku cudów
Zwyczajna miałkość. O wysokiej wrażliwości fonicznej i konieczności wznoszenia płotów przez mieszkańców Wa.
Krzyki i płacz dzieci
Zwyczajny heroizm. O strażaku, który co najmniej trzy razy cały świat uratował.
strażak łapiący dziecko
6. Wa. Przylot planowy.
Boże, czemu stwarzasz takie brzydkie miasta?
Autor bloga traci talent
Najbardziej fascynuje mnie to, że autobusy i tramwaje, którymi codziennie jeździsz, gdy tylko wysiądziesz, udają się w krainy nieznane i tajemnicze – i to z zadziwiającą regularnością
Grochów (cz. 3): ostatnie pożegnanie na siennickiej
lokal przejęty
Grochów (cz. 2): z nagła pielgrzymka
Taki żółty blok. Zwyczajny. Adres tych wszystkich listów. Tych wierszy
Grochów (cz. 1): wiele wróbli
bryła fotogeniczna
Urbanistyczne wynurzenia przemęczonego autora bloga
miasto to nie miejsce, ale jego odbicie w umyśle
wczesny wieczór siódmego stycznia. jedna z głównych ulic Wa.
w śnieżycę
śnię życie
a cold coming we had of it
tory nie popękały. trakcja nie wytrzymała. staliśmy w mroźnym słońcu. nadjeżdżał przepełniony autobus. starszy mężczyzna obok szepnął z przejęciem: „wszystko, żeby upodlić naród polski”.
wczesne popołudnie trzydziestego pierwszego grudnia. okno z widokiem na wieżowiec.
The past was tragic,
the present is horrible
and luckily we have no future
popołudnie dwudziestego dziewiątego grudnia. ściana wschodnia
minus pięćdziesiąt minus siedemdziesiąt
Kobieta na skraju załamania nerwowego i mężczyzna z pękiem tulipanów
Ku..a, mógłbyś mi zaproponować samochód, bo tak tu, ku..a, stoję dziesięć, piętnaście minut i, ku..a, marznę.
Józef Cz. pisze w połowie lat trzydziestych XX wieku
Wa. właściwie nie ma sensu
megasam żoliborski w listopadzie
na moim samie skowane choinki
under pressure underground
ono jest pełne
Pamiętnik ze skrzyżowania grunwaldzkiego
starsza pani woła: moje biodro moje biodro
Poeci nieznani. K. I. Gałczyński.
Nad rozświetlonym grobem Gałczyńskiego nachyla się Tatuś z Synkiem.
Sting na Placu Wilsona
rytmiczność i melodyjność
jedenaście dziewięć zero osiem
skrzypiące wielkie miasto
dziewięć dziewięć zero osiem
Dominikanów lubię za loterie, no może nie wyłącznie za loterie, ale również
piąta czterdzieści sto siedemdziesiąt deszcz
to mógłby być pere-lachaise a teraz tramwaje i centrum handlowe na przedmieściach wiednia
Z dziennika grafomana: miasto, monolit, morderca
po horyzont nas nie ma
Szatan wykupuje polską kolej
przystanek za dworcem gdańskim
Przewodnik po Priwislinskim Kraju. Wa. (28.06.2008)
Stolico szarości.
Arko bylejakości.
Sur le pont de Varsovie
gdy krążył on pomiędzy autobusami nocnymi, sokiem jabłkowym z dodatkami i obrzydliwym kebabem, w mojej głowie, ponad miastem
ach Wa: po parku pa pa.
nie ma wolnej miłości
nieprawdziwe haiku w nieprawdziwym mieście
tramwaj tłoczny. potem pachnie
obrazoburstwo: o iluminancie C, basenach inflancka i dzieciach, co idą w bój (2.05.2008)
powstańcy utrzymali się w okolicy h&m
jaka piękna jest. tyle domów tyle ludzi. (2.05.2008)
by w atmosferze braterstwa i jedności wspólnie stać w korku
się święci.
w ulubionym przez proletariat parku na obrzeżach
najokrutniejszy z miesięcy. ja.
ten sam tramwaj rytuał bez opamiętania bez myślenia amen
placyk przy stacji metra centrum. osiemnasty kwietnia osiemnasta trzydzieści. karuzela
kobieta z transparentem i obłędem
Trzy (postscriptum)
<img …
Sobota. Obcy dwa.
zostaną po nas tylko fale radiowe
Sobota. Obcy.
Jak można nie lubić, czegoś czego się nie zna?
To, co autor bloga napisałby, gdyby uprawiał poezje naiwną, patrząc na Wa z trzydziestego szóstego piętra
szare myśli szare chmury
szary szary pałac kultury
