najokrutniejszy z miesięcy. ja.

najbardziej zielonym miejscem za moim oknem jest cmentarz właściwie kilka cmentarzy splątanych w ekumenicznym i międzyreligijnym dialogu kości oprócz zielonych plam cmentarza występuje jedynie beton asfalt stal i szkło z tego składa się mój horyzont trzydziestego szóstego piętra jak się tu znalazłem co robię wklepując monotonne ciągi znaków wpatrując się w miasto wypijając ostygłą kawę gdzie się podział zachwyt którym kiedyś obdarzałem życie wierząc  że z zachwytu jesteśmy stworzeni i w zachwycie istniejemy teraz pustka puste coraz bardziej puste słowa puste pokoje o ścianach w kolorze głębokiej bieli nieżywe i niemogące ożyć co ja robię obserwując dni i nie czując się ich istotną częścią nie mogąc wpłynąć ani na własną ani na cudzą historię brak miejsca w którym się jest ciągła podróż rytuał przestawiania budzika rytuał tłoczenia się w tramwaju rytuał spóźniania się do pracy rytuał nierobienia tego co się chce robić i robienia tysiąca nieważnych rzeczy kolejne dni podobne do siebie drogi koty nawet to całe pisanie jest niczym innym tylko częścią rytuału konfesjonałem przed którym mogę powiedzieć to czego nie mówię zwykle czego nie mam odwagi powiedzieć czego nie chcę mówić tylko milczeć czytać cudze sny znalazłem się na wieży w centrum miasta nie potrafię pisać mówić śnić interpunkcja też wydaje się zbędna jak wiele rzeczy stało się zbędnych z jak wielu trzeba zrezygnować zakopać ukryć na ten moment na zawsze czasem myślę że to grzech najbardziej śmiertelny kroczyć drogą szeroką udawać że się jest zwyczajnie po prostu choć myślało się że jest się inaczej lepiej że do rzeczy wielkich a nie pozmywać usiąść przy stole napić się kawy zasnąć szukać w rzędach literek pocieszenia licząc na wybaczenie na miejsce po prawej stronie w dniu sądu co zrobiłeś ze sobą kim jesteś gdzie zgubiłeś sens nie da się sumienia zagłuszyć szukaniem piękna szukaniem tu i tymczasem miejsca do schronienia domu chleba Boga nieumiejętność pisania wynika naprawdę z nieumiejętności życia pozostaje ci wieża na której każdego dnia chcesz sięgać wzrokiem poza horyzont w dal w przeszłość tylko ta jest prawdziwa tylko ona jedna ukojenie szczęście bzów w parku saskim śniegu w miejscowości p. świerszczy pod a. coraz mniej koi coraz bardziej boli że tamten ja to ten sam człowiek że się zamazują słowa gesty myśli że obrazy pozostają fotografiami zeżartymi przez czas że nic już nie ma że wyjdę z wieży i świat będzie ten sam tramwaj rytuał bez opamiętania bez myślenia amen.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s