Pani w przejściu świecą palce
przez fluorescencyjne różańce
Kategoria: TEKSTY
Autora bloga żale nad administracją (odc. 2)
Powrót jednak wydaje się czymś naturalnym. Wystarczy oderwać się od biurka.
Autora bloga żale nad administracją
Aaaby któregoś dnia
nie przyjść rano do pracy, żeby
nie zmarnować całego życia.
Się jeszcze obudzili
Budzisz się a Japonia już nie istnieje. Ta Japonia od hajtech i tak dalej.
Fikcje
Lubię paradować ze świeżymi książkami
w torbie: czuję wtedy zazdrość rzeczy martwych.
Lękliwe
z poczuciem przeczucia
i z przeczuciem poczucia
biuro, zegar, stół
nokii taniec po stole, wibrują niebieskie serca
Podróż do Włoch
Tramwajem kolibałem się w jakieś nieznajome okolice, gdzie zamiast gołębi latają airbusy.
Papieskie
Jak już Mu przypną aureolę, to łatwiej będzie Nim zatykać usta. W końcu są bardziej papiescy od Niego i zawsze o tym krzyczą.
Piosenka wieczorna
Kiedy wrócę nad ciepłą zupę z serc
będziemy sobie opowiadać bajki,
wszystkie z dobrym zakończeniem.
biurko, okno, niebo
Najpierw niska rotunda zza globusa, potem wyrasta znad ceglanego Widoku wieża coca-coli, jej dawno nieremontowana bliźniaczka – wieża boscha kryje się za futryną. Z drugiej strony najwyższa błękitna wieża, potem rwane metropolis z toi-toiem na szczycie.
Wtorek, początek marca
kimś być innym niż się raz jest, raz nie jest?
Poniedziałek, koniec lutego
Żądasz empatii, zachowaj ją sam.
Cukiernicze
Śnieg przypomina wiórki kokosowe. Czyżby świat był bajaderką?
Łóżkowe
Obłożnie obłożeni prasą i książkami, wyciągamy się z A. w zielonej pościeli, sącząc herbatę z Marksa i Spencera na przemian z fervexem oraz visolvitem
Sobota, druga połowa lutego
Wycinek prywatnej historii. Kondukt zdąża w kierunku przeciwnym niż wtedy procesja. Magia Alkmeny.
Pogrzeb zimowy (2)
Pogrzeb zimowy (1)
Przyjazd w piątek
Pojawiają się wzgórza a na mnie nostalgia. Miasto pożera białe pola. Każdy widok jako suma wspomnień.
Na marginesie: autor bloga
Po przeczytaniu w jednej i drugiej gazecie wyników badań na temat czytelnictwa, poczułem się wyrzutkiem społeczeństwa.
Piosenka romantyczna
a ci, co twierdzą, że miłość to bujanie w obłokach,
niech spróbują najpierw doczyścić patelnię
c.d.
Boję się triumfalnego pochodu głodziów, stefanków i dzięgów,
Kościoła nierozumnego i w samozachwycie, brzydzącego się ilorazem inteligencji wyższym niż przeciętna. Boję się, bo uważam, że ten katolicyzm będzie katolicyzmem ostatniego pokolenia.
Piosenka o porcelanie
miłość to rozdzielona w cząstki mandarynka
To nie jest ten styl
W tej antyintelektualnej, dusznej atmosferze polskiego Kościoła był wyjątkiem, erudytą. Strata, której nie da się odżałować.
Był obywatelem Lu. niespotykanego formatu, potrafiącym myśleć ponad jałowymi przepychankami i religijnymi uniesieniami. Ostatnim Europejczykiem w Lu.
Abp Józef Życiński 1948-2011
nie potrafię sobie wyobrazić Lu. bez Niego
Martwa natura z grzejnikiem
rozliczani jesteśmy z przedmiotów
Grzejnik a sprawa polska
W kącie pokoju, pod oknem z widokiem na wrony, stoi grzejnik z powyłamywanymi nogami. Grzejnik ten jest własnością państwa polskiego, elementem majątku narodowego, słowem: jest zainwentaryzowany.
Pochwała papeterii
„Edwarda Stachury opisy na gg”, „Czesława Miłosza maile do Jarosława Iwaszkiewicza”, „Wiadomości na facebooku od Marii Dąbrowskiej”. Ciarki.
Patroni nieistniejących ulic: Józef Pius Dziekoński
Gotyk w wersji wiślano-bałtyckiej przeciwko cebulastym kopułom w wersji bizantyjskiej.
Sobota, początek lutego
Taki dzień, kiedy Nick Cave pisze swe piosenki, a Elvis Presley tylko łyka proszki.
Z gier i zabaw międzynarodowych: domino
Zwłaszcza tam, gdzie George W. Bush kogoś nie lubił: tam miała gościć demokracja. Nie udało się.
Nieprzyjazd w niedzielę
Autor bloga gdzieś w korytarzach stacji centralnej odczuł nagle swoje na mróz wystawione roztargnienie: wyjść na dworzec, po kogoś, na dzień przed przyjazdem.
Odyseja nr 28
Na Grochów mam ochotę, przed północą
All inclusive
Z plaży nie widać pożaru. W błękicie basenu czerwone nie ciurka. Rezydent uruchamia karuzelę.
W Ankarze też niedobrze
Klikamy. Jedno z pierwszych jej pytań: Jestem urzędniczką. Nie lubię swojej pracy, a czy Ty lubisz?
Kometa nad autorem bloga
w opad po śródstopie
Trylogia styczniowa. Kruki i wrony
Ta szara przy oplu, krew na dziobie. My ciągle powstania, zrywy, kamienie na szaniec, nam ciągle w twarz, pod wiatr, pod górkę do szkoły. Ona padlinożerna, lecz nie rusza swoich.
Trylogia styczniowa. Palec świętego Kandyda
święty podnosi palec, by pokazać: puknijcie się w czoło
Trylogia styczniowa. Tajemnica we wraku
Marzenia o mauzoleach
Zły wieczór
Powinienem zacząć prowadzić bloga kulinarnego
Doktor Freud i Pani De
„Miejcie nadzieję, nie tę lichą, marną…”
Przypływ, odpływ
Sto osiemdziesiąt karawelą
płynie do portu Chomiczówka
Pustynna
Jeszcze ma tyle wojen do obejrzenia, tyle transmisji, dzienników czarną czcionką
Senność nie na Saskiej Kępie
Pluton przestał być planetą, a Ziemia wciąż nie
Widok w kierunku południowo-zachodnim
ukrzyżowanie na skrzyżowaniu
Dzienniki gwiazdowe
siorbiąc kawę rano, patrzę: szaro
Zaczarowany dyktator, zaczarowana dorożka
Gdzie wylądował Ben Ali?
Kotleciki rybne w sosie pikantnym. Samemu
Twój miękki sweter ryż dogotowany
Mitologia Słowian Zachodnich
Wanda leży w naszej ziemi, bo nie chciała Niemca
Voyager, prawy brzeg
moczem jedzie do Tłuszcza
