Doktor Freud i Pani De

Kolejnego nieudanego dnia autor bloga usiłował zagłuszyć dręczące go, niesłusznie, jak twierdzi autorowa bloga, wyrzuty sumienia kieliszkiem koniaku przed snem. Działo się potem.

Najpierw autora bloga zaatakował pedofil, w dodatku skazany za poćwiartowanie swojej ofiary. Napastował już w szatni, gdy autor bloga przebierał się na basen, na którym odbywały się nocne zawody pływania wszerz i wzdłuż, po ciemku, i w błocie. Nawet pływał we śnie autor bloga, czując lękliwie czyjś nieczysty wzrok. Na nic się zdała ucieczka z basenu z kolegą niewidzianym od dziesięciu lat, na nic wołanie o pomoc (kolega słuchawki miał w uszach), na nic. Trafiony ni to kosą, ni halabardą, nieżywy obudził się nagle.

Potem z B. pielgrzymowali na Święty Krzyż, gdzie B. miała być matką chrzestną w wiejskiej chacie. Usiedli w miejscowości Sławno, gdzie małe domki i bloki różowe, gdy zza rogu zaczęły wyłaniać się znajome grupy pielgrzymkowe z Lu. Znajome, ale pełne nieznajomych. Szukali z B. jedzenia i odpoczynku. Jeden z domów okazał się takim właśnie przybytkiem: nie było nikogo, czekało już na nich jedzenie i wygodne wuce. Pielgrzymki ruszały po obiedzie ze Sławna, Święty Krzyż gdzieś niedaleko. Autor bloga siedział na trawie i płakał, słuchając „Miejcie nadzieję, nie tę lichą, marną…”

Tego ranka chciał już wstać i iść do pracy, minąć palących przy wejściu i zobaczyć, że za biurkiem, zwyczajnie, po prostu, siedzi B.

(Jeszcze trochę a opublikują mnie w „Fakcie”.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s