Dziennik pisany we wrześniu (odc. 3)

„Immediate Family” Sally Mann intymnie opowiada o posiadaniu dzieci. Intymnie oznacza, że oko kieruje się tam, gdzie zwykle nie sięga, za pośrednictwem fotografii towarzyszy upływającemu czasowi. (Czym innym staje się ten blog, jeśli nie zapisem dorastania, co tyczy się i dorosłych, na przykład autora bloga, i dzieci?). Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę ten ciągły ruch do przodu, że jedenaście lat po tym albumie, Mann wydaje „What Remains”: zapis ludzkich śladów na farmie umarłych.

Dziennik pisany we wrześniu (odc. 2)

Co było najpierw? Najpierw były góry grzybów na hali, takie niewyobrażalne hałdy podgrzybków. A potem, potem było puste Krakowskie w słońcu i różowa dziewczynka rozmawiająca z psem. A później było dużo dźwięków, cała kakofonia sobotniej ulicy. Wreszcie przyjechały ciężarówki i ustawiły barierki, las barierek: podzieliły sobotę na dwoje.

Dziennik pisany w sierpniu (odc. 3)

Doświadczeniem kształtującym moje lubelskie pokolenie był słoń. Musiało się to dziać w osiemdziesiątym szóstym albo osiemdziesiątym siódmym. Jednego z wieczorów podczas przedstawienia cyrkowego stała się rzecz niespodziewana: na środku areny słoń zrobił kupę.

Dziennik pisany w sierpniu (odc. 2)

Wieczór znowu pachniał. Tęskni się długo do takich wieczorów, pewnych, ciepłych, gdzie zza bloków wschodzi księżyc, gdzie pije się lemoniadę na leżakach i rzuca piłką po trawie, i chce się, żeby trwał. K. wróciła z wojny. Dziecko chciało rysować kredą po chodniku a ja chciałem zapamiętać każdy szczegół.

Dziennik. Dwie kobiety i pewien mężczyzna

Ilekroć jechaliśmy do Lu., doznawałem wyżynnych olśnień, ilekroć wracaliśmy, napotykała nas jakaś katastrofa: monstrualny korek, karmienie Dziecka w McDonaldzie na Zakręcie, wirujący na jezdni kot albo – jak dzisiaj – orkan.

Dziennik. Gwiazdy

Od kiedy pokazaliśmy Dziecku, że można je gasić i od nowa zapalać, chce, żeby wciąż świeciły.