Dziennik. Opowiastki z przełomu lutego i marca

 

O Nizinie, wciąż o Nizinie

Budzę się w śnieżycy niewyspany po pomiętym lotnisku, hen na krańcach metropolii, po ciemnym Morzu Północnym, gdzieś tam na dole, po taksówkarzu opowiadającym o stepach, budzę się, i choć wczoraj widziałem jeszcze wiosnę, i krokusy w parku St. James, teraz wirują białe płaty i Dziecko chce iść bawić się w budowanie piramid.

A potem jest popołudnie i cała białość się topi, i zamienia się w znajomą nizinną szarość, w oblepiające koła wózka błoto, w wyrastające pod podeszwami psie kupy. I znowu, znowu zauważam, niewygodnie bardzo żyć na tej Nizinie (25.02.2017).

O smutku i pożytkach z pisania

Po co pisanie? Po co czytanie? Dopada mnie w niedzielę niechęć. Parę tygodni temu powiedziałbym, że to lubelska melancholia, przypadłość wrodzona i nieuleczalna, ale teraz przypominam sobie, że sygnały wysyła do mnie Centrum Smutku cg25. Ach, straszna jest ta neurobiologia jak sobie uświadomisz, że żadne Deus ex machina, tylko zwykła machina. Zwykła machina ty.

Po co pisanie? Myślę, że to fascynujące: pisać do kogoś, kogo nie znasz, kto cię nigdy nie widział na oczy (…) Możesz mu powiedzieć cokolwiek, a to i tak nie ma znaczenia; możesz o sobie nazmyślać, ile chcesz, a ten ktoś i tak by nie wiedział, że tak nie jest. Albo możesz powiedzieć prawdę i zobaczyć, jak zareaguje. To coś takiego jak spowiedź przed księdzem (P. Larkin, „Zimowe królestwo”, s. 135) (26.02.2017)

O czytaniu w autobusie

Nadeszła wiosna, równie gwałtownie jak poprzedniego dnia nadeszła zima. Poznać po świergoleniu. Kiedyś, dwa lata temu, miał więcej uważności do stworzeń, żeby przysłuchiwać się im lub podglądać, sikory albo ludzi. Wraz z ociepleniem – zauważył – na przystankach zrobiło się ciaśniej. Dopychali się do autobusów, na przykład dziś jego torba o mały włos nie pojechała do domu. Dwa razy drzwi zamykały się i piszczały niezadowolone, bo jego torba akurat postanowiła wysunąć się spoza tłumu. W końcu postanowił wepchnąć ją między nianię o przetłuszczonych włosach a dziecko w wieku szkolnym z wielopoziomowym plecakiem. Drzwi zamknęły się a on powoli wyciągnął rękę ku górze, kciukiem przewrócił stronę i już, już mógł zanurzyć się w lekturze (27.02.2017).

O czasie bez sentymentów

Właściwie to sam nie wiem, czemu nie powiedziałem A.: zobacz jak ten czas szybko leci, już luty się skończył. Może dlatego, że nie mieliśmy czasu usiąść z A. nad herbatą i ponarzekać, że czas leci i koniec lutego. Kaszka, ubrać, odprowadzić, zdążyć do pracy, zjeść kanapkę w kawiarni, pisać, wysyłać, jechać, bawić się, kaszka, umyć, uśpić, umyć się – w planie dnia jak nie było tak nie ma herbaty z A. Bo prawdę powiedziawszy, to w sumie nie zauważyłem, że czas leci. Bo wcale go nie było (28.02.2017).

O zdjęciu z gruszą

Jest takie zdjęcie jak leży pod gruszą w koszyku. Pachnie dom, pachnie lipa, lato pachnie na wsi i zofijo woła wilga (może na tym zdjęciu akurat nie woła, ale pasuje do sielanki, prawdaż?) No więc, to zdjęcie ma trzydzieści lat, a Ju. – ta z koszyka pod gruszą – właśnie zamawia kawę. Na tym przykładzie, proszę państwa, o tym, że czas jednak leci. Ale dodajmy: trochę się przez te trzydzieści lat też rzeczy wydarzyło (01.03.2017, wpis o Ju. sprzed siedmiu lat: tutaj)

O drugim dzieciństwie

Wysiadać na Bełdan to prawie jak wracać do dzieciństwa.
Moje dzieciństwo w Warszawie: mam dziewiętnaście lat i chodzę do globi po francuskie rożki z jabłkami, na rogu do telefonu a w niedzielne wieczory wysiadam ze sto siedemdziesiąt cztery. Warszawa jest zupełnie obca, wieczorami w pokoju z widokiem na park i przedszkole piszę w łóżku dziennik (tutaj). (02.03.2017)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s