Trzecia podróż na Wyspę (1)

Fotografie 

Taormina to jest miasto z epoki, kiedy na walizkach jeszcze widniały nalepki z hoteli. Pan pisarz z milady popija absynt z widokiem na lazur. Pan fotograf poluje na młode Sycylijki i Sycylijczyków, aby pozowali nago.

Tak – sam się dziwię – Dionizos von Gloeden (tutaj) wciąż jest obecny w tym mieście, chociaż A. twierdzi, że pani w sklepiku była zawstydzona, sprzedając mi kartki z jego aktami.

Jarosław. Ogród


W jednym z listów, nie pamiętam których i do kogo, jest takie zabawne wspomnienie, że nagle w Villa Comunale, zza krzaków wyskakuje Jarosławowi któryś warszawski znajomy. Idziemy do ogrodu po śladach Jarosława (skoro jest tu von Gloeden i Sofia Loren, to czemu nie miałoby być również jego?)

Najtrudniejsze w chodzeniu po śladach okazuje się przekonanie Dziecka, że ławka przy wejściu nie jest tą jedyną.

Etiuda rewolucyjna


Spełnienie marzeń najzagorzalszych rewolucjonistów: na każdym balkonie co najmniej dwie odcięte głowy uśmiechają się smutno i puszczają pędy.

(26.03.2017, Taormina)

Widok na Etnę (1)

Nadchodzą ludzie. Straszny niepokój udziela się szpakom z greckiego teatru z widokiem na Etnę.

Król

Król karmelków w Trapani (tutaj) był co najwyżej zwykłym samozwańcem. Co innego, Roberto, król cannoli, któremu plenipotencji udzielił sam Bill Clinton.

– Patrzcie – czaruje Roberto kolejną wycieczkę – to Dziecko przyjechało aż z Polski, żeby jeść moje cannoli. Ale to nieprawda, sami je zjadamy, po kryjomu częstując Dziecko bułeczką.

(27.03.2017, Taormina)

Widok na Etnę (2)

Smutna restauratorka tęsknie spogląda na amerykańskich turystów pałaszujących owoce morza z widokiem na Etnę. Marzy by być taka jak oni i móc raz na zawsze zjechać autobusem z góry. Wyciąga różowy telefon i opisuje swoje życie na progu. To jak uwijają się kelnerzy, to jak mąż zbiera zamówienia.

Zwierzęta


Jak wiecie ustalenie czy miasto jest kocie czy psie to jest dla A. i autora bloga rzecz najzupełniej fundamentalna nad Morzem Śródziemnym (tutaj). Taorminy nie możemy rozgryźć. Dopiero kiedy schodzimy ścieżką z Castelmoli odkrywamy, gdzie ukrywają się koty.

Na tej kociej ścieżce jesteśmy my z wózkiem, one i Niemcy. Niemcy (tudzież inni Germanie) zawsze wybierają stromą drogę pod górę.

(27.03.2017, Castelmola)

Kamienie

Kiedy dotarliśmy nad morze, Dziecko postanowiło zagarnąć wszystkie kamienie świata, poczynając od tych tutaj na plaży. Liczenie do nieskończoności to jest bardzo trudna sztuka.

Pokazywaliśmy muszelki, przekonywaliśmy, że te tutaj nie są odpowiednio szlachetne – Dziecko mówiło nie i zbierało dalej. Gdybym wszedł wtedy w kurtce do morza, to bym się utopił, tak mi wypchało nimi kieszenie.

(28.03.2017, Mazzaro)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s