Dziennik. 13 świątecznych opowiastek

 

Wstęp albo o uzależnieniu

Pozbawić autora bloga sieci przecież to nieludzkie, ale się zdarzyło. Przyszedł esemes, że pakiet się skończył, chociaż wydawał się nieskończony (więc jednak ma granice nieskończony c.b.d.u.), i to akurat w momencie, kiedy pisze się życzenia albo przeczytało się książkę i chce się o tym napisać. I co teraz? – pyta A. Nie wie jeszcze, że w sobotę będę pędził do McDonalda na siedemnastce i pobiegnę do toalety, w której śpiewają kolędy, i sprawdzę facebooka.

Wyznanie

Coś jeszcze? – zapytał zza kratek ksiądz, który nie lubi dzieci i prowadzi tutejszą mszę dziecięcą (tutaj). Miałem właściwie powiedzieć, że najszczęśliwszym momentem Adwentu (a jak się okazało później, również Bożego Narodzenia) była ta poranna msza w środę z dala od kościoła parafialnego (Sofoniasz!), ale pomyślałem, że chodzi o to, żeby zapukał. Zapukał: za mną stało jeszcze z dziesięć osób.

Kolęda (po raz pierwszy)

Echo niesie się po osiedlu. Że jest zimno i mokro, nie będę dodawał, bo jest od paru dni, ale to echo, echo jest najbardziej bożonarodzeniowym dźwiękiem, jeszcze z dzieciństwa. Trzepanie dywanów w grudniowe wieczory brzmi prawie jak kolęda.

Prezenty

Wepchnął się przede mną na poczcie. Nie miałem więc zbyt wiele współczucia. Paczka. – Od kogo? – spytała żona. – Chyba od Ani – odparł. – Ania tak cię lubi, że wysyła ci prezenty? – dociskała żona. Podchodziłem do okienka, ale nie mogłem się oprzeć podglądaniu. Mąż w kącie rozdzierał papier, metr za nim zabijała go własna żona.

Przemyślenia z zachodniej obwodnicy

Odkąd mnie tu nie ma, na krajobraz Wyżyny reaguję emocjonalnie. Ona sama na przekór płaskonurom (tutaj), płaszczakom i płazińcom. A ta zachodnia obwodnica to wprost po moich śladach na śniegu (tutaj).

Kolęda (po raz drugi)

Pod blokiem w Ś. zatrzymała się taksówka. Wysiadły z niej dwie starsze panie: matka i córka, i chyżo podreptały do klatki. Drzwi na parterze otworzył jakiś mężczyzna. Czy można śpiewać? – zapytała córka. – Tak – odparł. Przybieżeli do Betlejem pasterze.

Moment, noc

Tej nocy spadł śnieg. Kusił, żeby wsiąść do samochodu i pojechać z powrotem do Lu., i przejść się po Starym Mieście do dominikanów na pasterkę. Może się jeszcze przejdziemy? – pomyślał, ale następnego ranka było znów zimno i wilgotno, czyli jak zawsze.

Kolęda (po raz trzeci)

Otworzyłem drzwi. Za oknem stał Śmierć z bratem. Śmierć wyglądał jakby właśnie wracał z helołyn, tyle że w rękach trzymał kosę z folii aluminiowej. Dziecko spojrzało z ciekawością. Śmierć zaczął kolędę, brat pociągnął. Dziecko ziewnęło.

Życzenia

Z tymi zdrowymi świętami to coś nie tak – westchnęła A., spojrzawszy na mrugający na czerwono termometr. – A na pierwszym miejscu życzyłam – dodała.

Zimowy wieczór w miasteczku niedużym

Telewizja i Kościół mówią tu to samo. W Ś. nie masz szansy dowiedzieć się prawdy, jeśli a. nadejdzie (tutaj), w tej miejscowości pierwsze wystrzelą korki od szampana. Komfort zapewnia Maryja, Gość i Wiadomości: wierzymy tu w to, co do wierzenia podają, bijemy brawo władzy i całujemy w pierścień. Czy masz jeszcze jakieś wątpliwości, że drogę wybraliśmy słuszną, prowadzi nas ku potędze sam Nowonarodzony od razu w koronie z orłem (doprawdy nie uchodźca)? Przecież jest dobrze, po co się emocjonować?

(Tym, którzy myślą, że władza upadnie, doradzam wizytę w Ś., mieście z Pasa Biblijnego, w którym sam Bóg głosował na J.K.)

Sennik albo o zagubieniu Dziecka

Pojechaliśmy do Neapolu, hotel na nabrzeżu, wiecie, tym najpiękniejszym, niby na prywatnej plaży żółwie, ale wnętrze co najwyżej standard novotelu. A. o razu zaangażowała się w jakieś prace nad regulaminem hotelu, a ja koniecznie chciałem się napić kawy i to z automatu. Dopiero potem zorientowaliśmy się, że w którejś z jadalni zostawiliśmy Dziecko. Chodzimy teraz i zaglądamy do wózków. Nie ma, nie ma. Dobrze, że bolą ząbki, Dziecko płacze i z Neapolu raz dwa do łóżka w Ś. (Noce z temperaturą są krótkie i niewygodne).

Przesilenie

Każdego roku czegoś nowego uczę się o świętach. W tym roku o świetle: przypominam sobie świąteczne lampy i wymianę eskimoskich żon u Maussa. Jak długo można zimno i wilgotno? Ile czasu na witaminie D? Za oknem ciemnieje. Na zegarze 13.30.

Drugi dzień świąt u Jana Sebastiana

Widzimy Bacha wyrastającego ze społeczeństwa wciąż niepozbieranego po Wojnie Trzydziestoletniej i wybuchach zarazy. Przewidywana długość życia wynosiła około trzydziestu lat. W turyńskim mieście Eisenach, gdzie urodził się Bach, nadal praktykowano na wpół pogańską czarną magię (…).

(Z zakupionej prenumeraty „New Yorkera” przeczytałem do świąt dwa artykuły, oba o śmierci. Ten trzeci, o religijności Bacha (tutaj), okazał się najlepszym wytchnieniem od Bożego Narodzenia).

(22.12-26.12.2016)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s