Dziennik berliński (kolejny)

(Fragment jednego z nagrobków na cmentarzu Stubenrauchstraße w Berlinie, 2.05.2017, źródło: a.b.)

Ćwiczenia z filozofii życia codziennego 

Z nas dwojga to A. jest stoikiem – okazało się dzisiaj. Dziecko biega, to pokrzykując, to rozpakowując spakowane manele. Mikrofala piszczy. Kran przecieka. W pokoju zaspy z klocków. Samochodziki grają jak szalone. Pośrodku tego wszystkiego w przedpokoju siedzi A. i jak gdyby nigdy nic poleruje szczoteczką noski pantofelków.

Ornitologia dróg krajowych i autostrad

Dość późno zacząłem zauważać drapieżniki siedzące wzdłuż, na płotach, ale teraz to widzę je co kilka kilometrów. A jeszcze bociany krążą nad autostradą jak sępy. Szczęście zobaczyć bociana w locie na wiosnę. Widziałem już jednego na gnieździe, ale nic wtedy nie powiedziałem A., żeby jej szczęścia nie odebrać. Patrz – mówię teraz – bociany latają.

Widziałam już jednego na gnieździe, ale nic ci wtedy nie powiedziałam, żeby ci szczęścia nie odebrać – odpowiada A.

Zapiski z rekolekcji berlińskich

Takiej wiary jak tutaj, dawno już nie znalazłem w żadnym z polskich kościołów. Dlatego w parafii Marii u stóp Krzyża, śmieszne wydają się te dywagacje o tym jak Polacy nawrócą Europę:

Polacy nienawidzący obcych. Polacy myślący, że Bóg rozmawia po polsku i jest akurat ich królem. Polacy naśladujący brunatne mundurki i maszerujący z krzyżem po Krakowskim Przedmieściu. Polacy, którzy chcieliby potopić uciekinierów z Lampedusy. Polacy niemiłosierni. Polacy w kościele smutni. Polacy w kościele zawistni.

Więc przyjechałem do Berlina na rekolekcje z pięknego chrześcijaństwa. Dziewczynki w bocznej nawie wirują na Baranku Boży.

(Dopisane: w Berlinie Kościół jest powszechny a nie obarczony ojczyzną, narodem i im podobnymi pojęciami. Tylko wówczas, gdy Kościół staje się wolny od rzeczy, które nie są jego, może przylgnąć do Chrystusa).

O tym jak zostać Japończykiem w jeden dzień

Na gminnym festynie kwitnących wiśni w Teltow mieszkańcy Berlina udają, że są Japończykami (prócz tych nielicznych, którzy nie udają, bo rzeczywiście są Japończykami). Nie ma w tym nic nowego: w każdej epoce są ludzie, którzy chcą udawać, lepiej lub gorzej, że są Japończykami. Udawanie to przecież strategia radzenia sobie z rzeczywistością (podobnie jak sny, fantazje i wyimaginowane fabuły).

Na gminnym festynie kwitnących wiśni w Teltow można kupić zestawy sushi i młode teltowskie kartofle. Młode kartofle zapobiegają zupełnemu oderwaniu się od rzeczywistości.

Fragment, który mogą zrozumieć jedynie rodzice 

O nieludzkiej porze w dzień świąteczny, Dziecko i ja idziemy na spacer. Buła, buła – woła Dziecko, więc szukamy piekarni. Jest, nazywa się „Wiesław”, pod jej sufitem wisi barokowy anioł. W środku kolejka tatusiów i mamuś uroczo spędzających z dziećmi wczesny świąteczny poranek.

Drugi fragment, który mogą zrozumieć jedynie rodzice

Długo się do tej wycieczki przygotowywaliśmy. Jo. już dawno kupiła specjalną niebieską książeczkę, z której powtarzaliśmy, co zobaczymy w zoo. No więc jesteśmy. Przy słoniach Dziecko ziewnęło. Nieco zainteresowały je żyrafy. Przy małpach naciągnęło czapeczkę na oczy. Śpi.

Teraz nie wiem, kto się komu przygląda: my – zwierzętom, czy one dziwią się nam?

A. i autor bloga zwiedzają cmentarz

Jako stoik A. nie bawi się w wymijające odpowiedzi. Cmentarz – wyjaśnia – to miejsce, gdzie ludzi, jak umrą, chowa się do ziemi,

na przykład Marlenę Dietrich, bo to z jej powodu przychodzimy rano na cmentarz (wczoraj też tu byłem, ale nie sprawdziłem, gdzie są kwiaty i dopiero dzisiaj szukamy kwatery 34). Później pojawia się, ta co na zdjęciu, berlińska patronka dobrej śmierci. Naga macha nogami i popija wino, bardziej apetyczna niż patetyczna, chociaż A. twierdzi, że to przesada a ja że przecież radość życia (takiego jakim ono jest) jest warunkiem dobrej śmierci.

Za bramą jest słup ogłoszeniowy i plakat dziecięcego muzeum, które zaprasza: opowiedz mi coś o śmierci.

Opowieści z czasów sprzed

Fiakier odwozi rozochocone towarzystwo z kabaretu. Grubo po północy wysypują się goście z kawiarni na Korso Południowo-Wschodnim. Młody bez pachnie na tle art deco. Nikt tutaj nie wie jeszcze, że pewien weteran Wielkiej Wojny planuje swoją zemstę za lata bycia nikim, że chłopcy szyją mundury i ćwiczą strzelanie a Emil Nolde marzy o oczyszczeniu sztuki.

Dzielnice z lat dwudziestych ubiegłego wieku oglądam myśląc o Warszawie teraz.

(29.04-02.05.2017) 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s