dziennik 15/23

Ruda Talubska, 2023, fot. A.

Czterdziesta trzecia Wielkanoc

Gdybym porównywał notatniki wielkanocne rok do roku, moje Wielkanoce przypominałyby w nich sinusoidę wiodącą od skrajnej euforii po zupełne zwątpienie. Pewne jest tylko to, że z każdym rokiem Ukrzyżowanie coraz bardziej przyćmiewa niedzielny poranek. Tak samo jak śmierć zacienia życie.

A przecież śpiewali Nie zna śmierci Pan żywota, wierzyli i śpiewali, ze wszystkich sił, a potem poznawali śmierć, ich mogiłki porastały trawą, drewniane krzyże murszały i znikały, tak jak oni znikali z pamięci potomnych i ze spisów imion.

Wtedy w R. strażacy omdlewali przy grobie pańskim, poranek był tłoczny, dzwony dzwoniły jak szalone, budząc całe miasteczko: rozhuśtywali je bujający na linach ministranci, białe komeżki falowały. Ruszaliśmy dookoła po trzykroć. Rozerwała grobu pęta ręka święta niosło się. Ten sam organista odprowadzał ich później po kolei na cmentarz, te same dzwony, co w ów niedzielny ranek. (Organista dawno nie żyje)

Chodzenie po Lublinie

Mało kto chodzi teraz po grobach. Zapach jajek we wnętrzach kościołów jak co roku miesza się z pastą do podłóg. Na Królewskiej nie pachnie stęchlizną, jak do tej pory. Wszystko jest na glanc. Sześć lwów wokół Matki Boskiej Apokaliptycznej spogląda na widza: nigdy nie dostrzegłem tego obrazu, na który równie dobrze moglibyśmy natrafić w Toledo albo w którymś z pomniejszych miasteczek Umbrii. Spod stóp Maryi wyłania się łeb smoka przypominającego krokodyla lub psa z „Niekończącej się opowieści”. Tkwimy przed nią jak zaczarowani.

Z całego żydowskiego miasta ocalała studnia na dworcu i latarnia, która świeci dzień i noc, na dole, tam gdzie Podwale przechodziło w Szeroką, której nie ma, a właściwie, która jest szerokim parkingiem (w Lublinie wszystko, wcześniej czy później, staje się parkingiem).

Ta latarnia, odkrywam, ma karykaturę na Królewskiej, też świeci dzień i noc oblepiona biało-czerwono i w domyśle upamiętnia prawdziwych bohaterów, Polaków. A zatem możesz nazywać się największym drzewem w Jad Waszem: to, co w twoim wnętrzu w końcu wypłynie na zewnątrz. Gorzej niż bazgroł na ścianie – haniebny pomnik, pod którym się wstydzę.

Zawsze Wyżyna

Zawsze ten interior. Zawsze Wyżyna. Pora bażantów i saren. Tego roku wycięte drzewa. Do okna domu na wzgórzu przychodzi kot. Przypomina żbika. Siedzimy w słońcu. M. opowiada o zdziwieniu obcokrajowców, których uczy polskiego: dlaczego ufać wymaga trybu niedokonanego i dokonanego (zaufać). Jeden czasownik, żeby zdiagnozować Polaków.

Nawiguje mnie po właściwych drogach

Więc zaufaliśmy nawigacji. Mgła. Ruda Talubska. Rębków Parcel. Miętne. Trąbki. Włączyłem długie. Jestem teraz pasterzem, wiodę drogami bez nazw przez powiat garwoliński stado samochodów. Niektóre się niecierpliwią i wyprzedzają na drogach bez nazw. Inne się boją, boją się nieoświetlonych rowerzystów i wież ciśnień wyrastających nagle z ciemności. My omijamy. A kiedy wracamy na eskę z tych dróg bez nazw, korek już się rozrzedza i na poboczu zatrzymują się całymi rodzinami samochody, żeby pójść na siku albo na rzyganie – śmiejemy się z nich głośno, wiedząc, że i tak nas nie usłyszą.

Śmiertelna dawka polskości

Czytam patriotyczne projekty na przemian ze stalinowskimi numerami „Sztandaru Ludu”, odkrywając zaskakujące podobieństwa.

[Roboczo nazwałem go sobie „Guantanamo”] Projekt przewidziany dla trzydziestoosobowych grup młodzieży. Każda wchodzi do sali na pół godziny, podczas której słucha patriotycznych pieśni i maluje plakaty z hasłami np. „Jestem dumny, że jestem Polakiem”.

Inny z projektów proponuje, aby zaprosić tego młodego ch..ka od szczucia, co go nie wyrzucili jednak z uwu, jako człowieka świadomego światopoglądowo i politycznie. Poszukujący kułaków korespondenci terenowi „Sztandaru Ludu” mogą być dumni ze swoich prawnuków.

[Apendyks. Notatniki wielkanocne

Czterdziesta druga Wielkanoc: dziennik 40/22; dziennik 42/22;

Czterdziesta pierwsza Wielkanoc: Dziennik. Niby-niby; Dziennik. Niby-niby (2);

Czterdziesta Wielkanoc: Kroniki zarazy (14);

Trzydziesta dziewiąta Wielkanoc: Dziennik wielkanocny;

Trzydziesta ósma Wielkanoc: Dziennik. Niezauważone święta;

Trzydziesta siódma Wielkanoc: Dziennik. Wszystko się zmieniło;

Trzydziesta szósta Wielkanoc: Dziennik Wielkanocny;

Trzydziesta piąta Wielkanoc: Dziennik. Zapisy ze źle przeżytych świąt;

Trzydziesta czwarta Wielkanoc: Dziennik. Wielki Piątek; Dziennik wielkanocny;

Trzydziesta trzecia Wielkanoc: Dziennik (31/03/13);

Trzydziesta druga Wielkanoc: Piątek, piękne;

Trzydziesta pierwsza Wielkanoc: Nabożeństwo; Po;

Trzydziesta Wielkanoc: Ćwiczenia fotograficzno-stylistyczne; Lara Croft w oktawie;

Dwudziesta dziewiąta Wielkanoc: brak;

Dwudziesta ósma Wielkanoc: Teologia misterium paschalnego (wersja dla grafomanów);

Dwudziesta siódma Wielkanoc: Fatalizm losu Erinaceus concolor; Exsultet zamiast rozważań autora bloga o pięknie, bogactwie i sensie Świąt Zmartwychwstania Pańskiego;

Dwudziesta szósta Wielkanoc: Jeruszalaim, noc z soboty na niedzielę; Mistyka spod grzejnika]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s