Teologia misterium paschalnego (wersja dla grafomanów)

triduum jest piękne, bo dzieje się dzisiaj, tu i teraz. Święto nagle wpada w codzienność, przenosi do Getsemani, Gabbata i Hakeldama, tak jakby w niekończącej się linii czasu otwierało okienka. I jest okadzona droga do więzienia, pusty ołtarz, klekotki (jak w „Madeinusa” ogłaszające tiempo santo) i – poprzez tę kakofonię symboli – czujesz, że właśnie teraz już Go nie ma. Że wszedł w śmierć (znów „Madeinusa”: niesamowita była ta peruwiańska intuicja nieobecności). A potem jest światło, coraz więcej światła i nagle uderza dzwon, i ponad zmrożonym (dosłownie) światem unosi się nagle wesoły nam dzień dziś. I w tym głosie, należącym do proboszcza, a podejmowanym przez organistę, chór, całą procesję, mój słuch przeżywa teofanię. Pewność, że już żyje. Że śmierć (bo o śmierć, śmierć poniżoną w tych świętach chodzi przede wszystkim) nie jest ostatnia. Że jest ranek. (Poczucie, że życie ma jednak przewagę, obecne w każdej prawie kulturze – sami zresztą hojnie czerpiemy z pogańskich swych przodków – kolejnym powodem zachwytu się staje. I w zachwyt ten popadam rokrocznie i usiłuję nasycić się nim na kolejne miesiące. Zapamiętać.) Byle przez to okienko umieć zajrzeć do środka.

(Staram się kolejny raz.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s