Po

I jest poranek, kiedy się wyjeżdża.
Całe święta już w reklamówkach.
Kadzidło już się wywietrzyło z sukienek i marynarki.

Siedzimy na dworcu
czekając na pospieszny do Emaus.
Jedyni chyba nie pamiętamy, co się wydarzyło.

To taki moment,
kiedy zostajemy sam na sam z tym, co przemija.
Ani nie potrafimy odjechać, ani też pozostać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s