Dziennik (31/03/13)

zawieja

Chrystus zmartwychwstał. Wyjechaliśmy po południu i nagle szosa zniknęła. Stada świateł za pługosolarkami, ślady asfaltu w szczelinach świeżej zimy. Kto by się spodziewał tak nieprzychylnych dróg.

Wieczór był wielkanocny. Przed każdą katastrofą rzeczy są zwyczajne. Myślał o niej jedząc na obiad sałatkę ze śniadania. Pod krawatem jej wyglądał. (Ostatnie zdjęcia przed katastrofą: coraz mniej mają siły, koła się ślizgają, gdzieś w białej pustce pośrodku Polski).

Była biel. Płynęli w bieli. Podziwiali śnieżycę. A ona wciskała się im pod wycieraczkami, dusiła przez klimatyzację. Obrys drogi tylko. Zamazane nazwy na tablicach. Wyglądali pomarańczowych świateł. Nie było horyzontu. Była biel.

W podłym hotelu w połowie drogi między niczym a niczym. W pokoju pod nagą kobietą na plaży nasłuchiwali jak wiatr wieje na polach pod Ciechocinkiem. Jedli niemieckie czekoladki. Zaspy dobijały się do okien.

Nasze mcdonaldy zamknięte. Saren stada na zawianych polach. Pochwała bezmiaru.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s