Dziennik. Niby-niby

I

Zawsze udawały mu się naleśniki a w ten poniedziałek nie. Nic mu nie wychodziło. Zamieniał się teraz w koszmarną figurę, kolejny totem Kwakiutlów (dlaczego? por. tutaj). Sfrustrowanego Mężoojca, który wrzeszczy, bo rozgrzany burak spada mu z tarki na ulubione spodnie.

II

Wielkanoc w tym roku to stan niby-niby. W zeszłym wszystko było jasne, żółte jak żonkile. Jeszcze zresztą wierzyłem w Kościół i takie tam szczegóły. Pachniało mazurkami i roladą z boczku. Na ulicach nadawali komunikaty, że nie wolno.

Niby jedziemy, niby zostaliśmy. Do rozstrzygnięcia pozostaje, czy umyć podłogę.

III

Serwetki, opowiadam, musiały utkwić w Kanale Sueskim. Nie ma ich w żadnym tajgerze.
Żonkili w ogóle na giełdzie nie ma – mówi kwiaciarz wiążąc mizerne pęczki.

IV

Na tegorocznym onlajnowym spotkaniu wielkanocnym (inna wersja tego opisu, por. tutaj) rozmawiamy o snach. Nie tylko zresztą o snach, kwitną bibułkowe krokusy. Aż się zasiedzieliśmy i trzeba było podłączyć kabel.

V

W sklepie ogrodniczym daleko (musieliśmy jechać między magazynami toi-toiów i betoniarniami) wreszcie się odnalazły tace pełne żonkili. Można byłoby – marzę – wykupić je wszystkie, wydając całą kwietniową pensję i zastawić nimi krzesła, stoły i dywany. Byłoby pięknie, ale skoro niby jedziemy, żadna radość.

VI

Napisałem dzisiaj, pierwszego kwietnia, że jeśli chce się zrozumieć motywację miejscowej władzy, należy po cichutku, w myślach, zadać sobie pytanie: what Putin would do? Wszystko się potem zgadza.

Jakby w odpowiedzi wieczorem pan Kłamca zawiązał oś polsko-węgiersko-włoską (w poprzedniej osi z udziałem Węgier i Włoch Polski nie było), by bronić europejskich wartości (np. topienia uchodźców jak praktykował Salvini), pod cichym przewodem – czekam na dogłębne analizy speców od wschodu – Kremla.

VII

Kiedyś jest dziś. Gdyby każdy miał w domu komputer podłączony do biurowej sieci, nie musielibyśmy dojeżdżać. Już dziś jest to możliwe. Nawet da się urządzać telekonferencje. W takim układzie jeździłoby się do biura pewnie raz w tygodniu. Może kiedyś tak będzie (Naoyuki Ogata, 1996 [w:] Haruki Murakami, Podziemie, s. 219).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s