Dziennik wielkanocny

(Wielka Sobota, cz. 1)

O tym przystanku pewnej Wielkiej Soboty roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego któregoś napisałem sztukę teatralną. Sztukę schowałem do szuflady. Jest Wielka Sobota dwa tysiące czternastego i przystanek nadal jest. Ale świeci naprzeciw niego czerwony neon sklepu i trakcja trolejbusowa wisi nad przystankiem, czyli inaczej. Moja sztuka już tu nie pasuje.

(Język)

Może stąd ta utrata języka? Wydaje mi się, że język straciliśmy koło roku dwutysięcznego. Rozmawiamy zgodnie z rozmówkami polsko-polskimi, ale nie wychodzimy poza dział „zwroty grzecznościowe”. Czy możesz podać mi sól? Czy mogę prosić o dokładkę? Tak się rozmawia o życiu przy użyciu dziesięciu podstawowych wyrażeń.

(Wielka Sobota, cz. 2)

W Wielką Sobotę miasto jest przykre i mokre. Kolejki stoją tylko do spowiedzi i do kebaba. Która dłuższa?

(Opowiadanie)

Babcia opowiada: On był młody, biedny ze wsi, pracował w ube. Brali ślub kościelny potajemnie, gdzieś u niej w Kieleckim i ubecy za nim pojechali, porobili zdjęcia. Wrócił to go wyrzucili. A co on ubecji przeszkadzał? Ale na dobre mu wyszło, maturę zrobił.

(Wielka Sobota, cz. 3)

Pierwszy raz tak wyraźnie zauważam, że Triduum to święto kosmiczne, dziejące się poza czasem, nie jako odtwarzanie przeszłości, ale jako teraźniejszość – „święte dziś”. Kołatki przywołują dźwięk wszystkich religijnych perkusji na całej Ziemi, tych najbardziej pierwotnych dźwięków przerażenia i niezrozumienia, od samego początku. To święto oczekiwania na upragniony koniec świata: Twoje przyjście w chwale. Cała celebracja, biorąca początek w odtwarzanej nocy stworzenia (dziejącej się dziś!), jest skierowana ku przyszłości: wejściu w śmierć i w nowe życie. (Tak wielkie jest to święto, że myślenie o mazurkach i boczku wydaje się nieporozumieniem).

(Zwyczaje)

Kebab w Wielką Sobotę. W noc wielkanocną tłumy w pubach na Starym Mieście, podjeżdżają taksówki. Śmigus-dyngus występuje już tylko w okolicach ulicy Kunickiego.

(Wielka Sobota, cz. 4)

Po południu cmentarz jest cały zamazany w wodzie. Niebo jest szare. A. mówi, że strażacy przyszli zmienić wartę przy Grobie.

(Dźwięki)

Kiedy wracamy w nocy z bazyliki, na schodach przy Kowalskiej dociera do nas dzyń-dzyń-dzyń, gęste i metaliczne. Rozpoznajemy od razu prawosławną melodię z ulicy Ruskiej.

(Wielka Niedziela)

Słońce oświetla Wyżynę. Ta dziurawa droga prowadzi przez jej interior. Kładą się kolory na prześcieradła pól. Na przystanku pijani kłócą się, kto będzie prowadził. Za tamtymi wzgórzami chowa się Krasnystaw.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s