Jasny zmierzch nad polami Flandrii:
nie ma kwiatów na powitanie.
Arabskie dziewczęta uśmiechają się nieśmało,
ich absztyfikanci czekają przy wyjściu.
Jasny zmierzch nad polami Flandrii:
nie ma kwiatów na powitanie.
Arabskie dziewczęta uśmiechają się nieśmało,
ich absztyfikanci czekają przy wyjściu.
Miasto tylko przejazdem. Nie odzywało się, obraziło się, że nie wysiada na stałe. Gazety w kiosku kupił, kawę. Miasto nic.
Podkarpacie musi być strasznie daleko. Myślę sobie, szukając za siedmioma górami, autobusu albo pociągu. Pociąg przyjeżdża na czwartą rano. Może z Pingyao do Xi’anu? Już mi pachną kurze łapki. A to tylko z Przemyśla.
Na koniec, ostatni wieczór na Wyspie, było Mondello. Pachniało szamponem. Patrzyliśmy na morze i górę, i ludzi jak mrówki i jedliśmy babeczki poziomkowe
Staruszka-inwalidka przełącza na teleturniej: nagły powiew życia wpada do pałacu.
Krajobrazy żółte, wyschnięte. Kładą się góry, palce mają białe. Stado kóz na stoku. Rżyska i sady oliwek.
Tabu zostaje zawieszone przy parasolu w niebieskie paski.
Mieszkańcy Modiki jedzą bób i króliki, które doprawiają miętą. Wołowe flaki kroją grubo i gotują w sosie z pomidorami, ziołami i cebulą.
Tutejszy smok mieszka w dolinie. Raz do roku mieszkańcy wzgórza wyciągają z gabloty świętego Jerzego, który pokonuje smoka.
W srebrnym rynsztunku czuwa czternastoletnia Łucja, wielka nieobecna. Ciało ukradli Wenecjanie, więc pokazują jej pusty grób. Tylko pozostała lewa ręka Łucji wisi opiekuńczo nad miastem.
Pani Francuzka nie może się nadziwić: robiąc zdjęcia, niebezpiecznie zbliża się do brzegu krateru. Pan przewodnik opowiada: tu się żyje tylko tu i teraz.
Spośród miast sycylijskich umrzeć w Katanii byłoby czymś najsmutniejszym.
Na dworcu w Mesynie spędziliśmy dwadzieścia minut. O ponad dziewiętnaście więcej niż – po drodze – na stacjach o imionach świętych.
Otwieramy okno. Morze gwałtownie wdziera się do niego. Rozbija się o kamienie, kołysze nas do snu. Wynajmę go znowu, gdy nauczę się pisać wiersze albo chociaż powieści.
Nie widzieliśmy już ani Stwórcy, ani zastępów świętych, cherubów i serafinów, tylko cztery zające w marmurze, które nigdy siebie nie dogonią.
Niezobaczone Palermo rozciąga się na powierzchni sięgającej daleko w głąb Wyspy i historii. Wiem, że jest, bo rano słychać dzwony.
Schodziliśmy już z pół góry. Opuncje i opuncje, stara ścieżka pielgrzymów raz po raz przecina serpentyny. Nagle rozlega się „La Isla Bonita”.
W garażach rybacy naprawiają sieci, wiersze miłosne na murach, ulice nagle urywają się w morzu.
Pachnie solą
Wyspę porastała gęsta makia znaczeń, ale ja tylko chciałbym poczuć jej inny zapach. Nie wiem jak pachnie, wiem, że inaczej.
Czytam różne przewodniki a w żadnym nic o Jarosławie.
A przecież z jego powodu wybrałem tę a nie inną Wyspę.
Jedyny znak, że na skraju, to komunikat od pleja, że wita cię on, plej, na Białorusi i od tej pory każdy megabajt kosztuje dwadzieścia złotych.
pociąg wprawdzie nie zatrzymywał się, ale w koninie dosiadł się rosjanin. że rosjanin znać było po potężnej futrzanej czapie odcinającej się od zieleniejącego krajobrazu.
Saren – sztuk 94,
bażantów – sztuk 8,
bocianów – sztuk 6,
zajęcy – sztuk 20,
kotów – sztuk 8.
K. nas zabrała na spacer
Nasze mcdonaldy zamknięte. Saren stada na zawianych polach. Pochwała bezmiaru.
Fajka nie jest fajką. Miasto nie jest miastem. Nie znaleźliśmy „Rzezi niewiniątek”, choć tak bardzo chciałem. Tylko Ikar spadł prawą nogą.
Love you
Bredene, Magritte, Ixelles…
Jakby w swoim grobowcu zawarł cały lęk dwudziestego wieku i jakby ten cały lęk był też lękiem wieku kolejnego.
Chmura w środku
Myśl o tym, że podczas ewentualnej katastrofy lotniczej moje doczesne szczątki zmieszałyby się ze szczątkami Misia Kamińskiego wydała mi się przerażająca. Tego bym nie przeżył.
Z tych wszystkich świątyń, bram i pawilonów (podobnie zresztą jak w Pałacu Letnim) największa pozostaje mi fascynacja poezją nazw: Najwyższa Harmonia, Słuchanie Wilgi, Literacka Chwała, Niebiańska Czystość, Kształtowanie Charakteru, Podziwianie Księżyca.
Właściwie tylko my wyjeżdżamy, wszystkie nasze rzeczy wracają do rodzinnego domu.
Jak te dzieci będziemy w starych albumach przyglądać się starym fotografiom, zastanawiając się, co się stało tego lata
Żelbetonowa wariacja na temat San Rocco.
W miejscowości Nowodworce bruk, dzieci kąpią się w rzece, piach, a do drewnianego domku wchodzą dwaj świadkowie Jehowy w pastelowych garniturach.
Subiaco, Cosmati, Barberini…
Im bardziej staramy się utrwalać, nadawać nieśmiertelność poprzez zapiski, zdjęcia, kolekcje, tym bardziej teraz nam umyka, tym bardziej znika. Jakby boleśniej pokazując nieskuteczność naszych działań.
Widziałem wiele weselszych miast także na Nizinie Mazowieckiej. Przygnębin
One czekały na pulpicie, ale to nie był moment, aby z obrazków ułożyć układankę.
Nie dokuczy surykatce bieda, budowlanka zginąć jej nie da
Uliczki jakby żywcem wyjęte z czasów, gdy Królestwo Polskie i szykuje się już rewolucja 1905 roku.
W środku tłum: narzeczeni wyznają pierwszą miłość, na ploty psiapsiółki i profiterolki, dzieci uroczyście jak na imieniny do cioci. Cały Garwolin bawi się tutaj.