Podróż na Wyspę (10)

Syrakuzy, Ortygia

1.

Stanął na brzegu, nie poczuł nic. Kelnerka z pobliskiego baru, reklamującego się półtorametrowym plastikowym lodem, rzucała gęsiom chleb. Stado szpaków obsiadło pobliski figowiec. A przecież:

Jęk czarnych papirusów u kamiennej śluzy,
Szelest usłyszysz cichy drzemnej, wodnej głębi
I przez senne gruchanie uśpionych gołębi,
W nocy, kiedy nad źródłem staniesz Aretuzy.

Choć woda się porusza jak włosy meduzy
i czarną paszczę źródła noc mityczna ziębi,
Cisza martwa usnęła u zmarłej przerębli,
Odeszły stąd boginie, zmarły Syrakuzy.

I nagle w obumarłym i martwym eterze
Ton wysoki się zjawia, uparcie niezwiewny,
I źródło, i noc ciemna w posiadanie bierze –

Zatrzymuje się, zniża, gołębiem kuszony,
opiera się i dzwoni czysty i podniebny –
Ton, jaki dla nas wybrał czarny mistrz z Cremony.

2.

W srebrnym rynsztunku czuwa czternastoletnia Łucja, wielka nieobecna. Ciało ukradli Wenecjanie, więc pokazują jej pusty grób. Tylko pozostała lewa ręka Łucji wisi opiekuńczo nad miastem.

Na placu przed katedrą – marmur na połysk – wszystko jest dzisiaj na swoim miejscu. Pies targa plastikową szklankę, dzieci ścigają się na rowerach, para zakochanych opisuje ściany. – Czuwa – mówią wszyscy.

Wtedy właśnie, tuż po dwudziestej, zjawia się czternastoletnia Łucja i zamawia owoce morza.

3.

Boginie nie odeszły, tylko zmieniły nazwiska.

 

 

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s