Joanna Ugniewska, Miejsca utracone, Zeszyty Literackie 2014

1. 

Tematy, wokół których krąży autor bloga: wyspa1, pamięć, mit, melancholia, krajobraz, topografia miasta, dzieciństwo, prywatna geografia – okazują się być po wielokroć wykorzystane i omówione. Byli inni, wszystko, co można było napisać, już napisali. Autor bloga, choćby kluczył i popisywał się (naturalnie – popisywał się pisząc), koniec końców, dojdzie do wniosków już zapisanych. Mogłaby się ta recenzja nazywać: o niepotrzebności przemyśleń autora bloga.

Bo o tym są „Miejsca utracone”, zeszyt wypisów z różnych tekstów – włoskiej literatury, klasyków psychologii i antropologii, pomniejszych dzieł badaczy. Nieco chaotyczny, mocno przegadany. Właściwie niewiele straciłby, gdyby zamiast tekstu odautorskiego, składałby się wyłącznie z cytatów.

Miejsce jest tam, gdzie zmieniają się pory roku, a nie lata (s. 26).

Dawnym sanktuarium może być dla człowieka najzwyklejsze miejsce: dom, łąka, plaża, widziane po raz pierwszy w dzieciństwie i zaistniałe raz na zawsze. Mowa jest więc o mitologii osobistej, o rzeczach wyniesionych do sfery absolutu, czyli poza czas (s. 29).

„Wyspotność” – neologizm powstały z połączenia słów: wyspa i samotność – wskazującą na „kondycję każdej wyspy, która jest samotna w swym lęku przed nieprzekraczalnymi granicami, nieszczęśliwa i dumna ze swego losu” (s. 57).

Pamięć zdominowana jest przez zapomnienie, nie tylko faktów, lecz, co ważniejsze, tego, co początkowo znaczyły dla nas nasze doświadczenia (s. 110).

2.

Posiąść naprawdę coś, to jest rzecz niemożliwa

W tej książce brak jednego szkicu: o pisaniu „Panien z Wilka” w Syrakuzach. Wiemy już mniej więcej czym jest Wyspa (=Sycylia), że składa się na nią – jak chce Matteo Collura – śmierć, religia i barok, że tkwi ona w jakimś zawieszeniu pamięci, poczuciu ciągłej utraty. I nawet bóstwa Wyspy są bóstwami przemijania: Demeter ciągle płacze nad córką, nad jeziorem, które przestało być już piękne.

Jarosław czeka na ukochanego. Ukochany spóźnia się na statku z Trypolisu, gdzie bawi wśród obcych mężczyzn. Jarosław zamyka się w hotelu. Nie gustuje w tutejszej kuchni. Rozczarowany.

Trudno domyśleć się, czy to niepewność oczekiwania czy fatalistyczna atmosfera Wyspy, powodują, że Jarosław zanurza się w przeszłość, w pamięć. On też przecież jest uciekinierem z nieistniejącego świata jak owi arystokraci: markizy, książęta, baronowie, których pałace dogorywają w palmowych ogrodach i pomarańczowych sadach. Ukraina Jarosława, ten świat szlacheckich dworków, drobnych fabryczek i cukrowni odszedł gwałtownie i nawet nie ma po nim miejsca. Trwa tylko poza czasem, w zapamiętanym obrazie, łatwo ulegającym zniekształceniom. Geografia tak intymna, że mieszcząca się jedynie w synapsach.

Powolna agonia tamtej Sycylii i nagła śmierć Ukrainy – z tych dwóch źródeł, świadomie czy nieświadomie, czerpie Jarosław w hotelu z widokiem na Ortygię. I chociaż „Panny z Wilka” nie opowiadają o Ukrainie a ich fabuła toczy się na Nizinie Mazowieckiej, niemniej nastrój odchodzenia, zamazywania w pamięci, zanikania jest w ich tekście ciągle obecny. Może wdziera się on do narracji zza okien, z samej sycylijskiej atmosfery?

To, że nigdy się nie wraca w to samo miejsce, nie można zawrócić czasu, nic nie pozostaje do zachowania. Lekcje, których udziela Sycylia.

______

1 Słowa oznaczone w tekście kolorem prowadzą do innych wpisów z tego bloga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s