Oscar Romero. Patron po wyborach

 

(Biskup Oscar Romero, mural z San Salvador, źródło: http://www.tierrasdeamerica.com)

 

Drugim, obok siedemdziesiątych piątych urodzin Josifa Brodskiego, ważnym wydarzeniem w miniony weekend była wyczekiwana od lat beatyfikacja arcybiskupa Oscara Romero. Trudno doszukać się o niej notek w polskich mediach katolickich. Męczeństwo Romero to historia, którą Kościół w Polsce z trudem przyjmuje do wiadomości. Wie przecież doskonale, że lewica to zło, a prawica to Bóg, honor, ojczyzna (BHO).

1.

Dokładnie przed takim samym dylematem, tyle że dramatyczniejszym w formie, stanęli biskupi i księża Ameryki Łacińskiej w drugiej połowie ubiegłego wieku. Musieli rozstrzygnąć, czy zbratać się z władzą głoszącą dumne idee BHO, czy opowiedzieć się za ubogimi, prześladowanymi, ba, za marksistami. Takiego wyboru musiał dokonać Oscar Romero, musieli także argentyńscy biskupi.

Męczeństwo Oscara Romero dokonane zostało z ręki wspieranej przez władze amerykańskie, prawicowej dyktatury. Sam Salwador, z naszej perspektywy, wydaje się dosyć egzotyczny i daleki. Jego najnowszą historię, toczącą się synchronicznie do polskiej „Solidarności” i stanu wojennego, opisuje Mark Danner. Inna w niej jest jedynie rola Stanów Zjednoczonych: tu – nad Wisłą – bronią praw człowieka, tam jawnie wspierają ich okrutne łamanie.

Romero miał wybór. Kościół, z którego wywodzi się Franciszek, nie oparł się pokusie wygody, pięknych haseł o BHO i pięknego języka, wspierając generałów w ciemnych okularach i firmując, mszami za ojczyznę w potrzebie oraz hojnym błogosławieństwem, zbrodnie dokonywane pod osłoną nocy. Arcybiskup Romero nie stał się biskupem władzy, stał się obrońcą ludu. W obliczu ludzkiego dramatu, ludzkiej biedy, zbrodni, pozostał razem z wiernymi, płacąc za to cenę męczeństwa podczas sprawowania mszy.

Za życia i po śmierci będzie nazywany komunistą, lewicowcem albo marksistą. Watykan – wciąż zbyt bliski prawicowym dyktaturom – zablokuje jego proces beatyfikacyjny na długie lata a dopiero Franciszek uzna jego męczeństwo. Franciszek, który przypomina, że pokusa ziemskiej władzy jest dla Kościoła wielkim zagrożeniem. Beatyfikacja Oscara Romero zbiega się w czasie z innym wyborem dokonywanym przez – uwiedziony mową o BHO – Kościół nad Wisłą. 

2.

Nie słyszałem dotąd zdania, że wybory w Polsce – jako że akurat wypadały w to Święto – były inspirowane Duchem Świętym (tej ziemi!), co nie oznacza, że tego zdania w dyskusji jeszcze nie usłyszę. Następuje bowiem przedziwne pomieszanie języków. Prezydent-elekt mówi językiem religijnym, katoliccy publicyści używają języka polityki. Kościół z premedytacją wchodzi w alians z nową władzą, który może go kosztować o wiele za dużo.

Prawdą jest, że wybory stały się wyrazem sprzeciwu wobec zdemoralizowanej władzy Grzesiów, Zbysiów, Bodziów i tym podobnych krewnych i znajomych królika. Ale wybory w demokracji są grą, pewnym teatrem, mechanizmem realizacji celów politycznych a nie zbawienia. To nie jest sytuacja Salwadoru czy Argentyny, gdzie taki, a nie inny wybór mógł oznaczać współuczestniczenie w zbrodni w imię BHO.

Zaangażowanie Kościoła niepokoi. Jeden z tygodników katolickich przed wyborami publikuje na głównej stronie portret jednego z kandydatów z podpisem „Polska potrzebuje zmian” („Niedziela”, 20/2015). W drugim czytamy: zobaczyłem człowieka, który ma odwagę powiedzieć, że jest człowiekiem wierzącym, że jego etyczne przekonania (…) są zgodne z nauczaniem Kościoła (tu). Powszechna euforia po wyborach ogarnia nawet nabożeństwa.

Kandydat, dzisiaj prezydent-elekt, w debacie oświadcza, że jego poglądy są zgodne z tym, co mówił papież (oczywiście ten jedyny papież). Używa się języka quasi-religijnego. Jeden z bliskich współpracowników elekta pisał wczoraj: na Jasnej Górze, witany serdecznie przez Ojców Paulinów. Mamy za co dziękować Jasnogórskiej Pani. Pomieszanie dyskursów, język Kościoła zostaje wykorzystany jako narzędzie propagandy.

Kościół hierarchiczny w Polsce wciąż walczy o realną władzę, nie umiejąc przedstawić pozytywnego programu (takiego we Franciszkowym stylu) wobec zjawisk kulturowych i zmian społecznych. Nie jest świadomy, że związek z władzą to pułapka.

Arcykatolicki publicysta rozmarzył się, w związku z wyborami, o nowym średniowieczu, wyobrażając sobie zapewne idealne państwo, gdzie BHO stanowi piramidę wartości, na których opiera się społeczeństwo. Zapomniał przy tym, że średniowiecze to okres największego kościelnego upokorzenia, wielkiej schizmy, zdrady Chrystusa, której dopuścił się Kościół, uwiedziony obietnicą ziemskiego królestwa.

Ścisłe powiązanie Kościoła z władzą polityczną i władzy politycznej z Kościołem może zakończyć się w Polsce tylko w jeden smutny sposób: masową sekularyzacją, zjawiskiem, przez które, w krótkim czasie, opustoszały kościoły Hiszpanii, Irlandii czy Quebecu. Nie da się sumień kształtować prawem, da się wyłącznie własnym świadectwem.

3.

Może dlatego warto, w ewentualnych dyskusjach nad religijnymi znakami towarzyszącymi elekcji nowego prezydenta, zwrócić uwagę na zbieżność ich daty z datą beatyfikacji Oscara Romero. Jego życie daje jedno z najbardziej przejmujących świadectw tego, gdzie powinien znajdować się Kościół.

Pisze o tym Franciszek w liście przesłanym do arcybiskupa San Salvadoru z okazji beatyfikacji (tu): Arcybiskup Romero wiedział jak prowadzić, bronić i chronić swoją owczarnię, pozostając wiernym Ewangelii i we wspólnocie z Kościołem. Jego posługiwanie wyróżniała szczególna uwaga poświęcona najuboższym i odrzuconym na margines. Wiedział jak dostrzec i odczuć we własnym ciele „samolubstwo, które ukrywa się w tych, którzy nie potrafią porzucić tego, co mają na rzecz bliźnich”. A jako serdeczny ojciec martwił się o „ubogą większość”, zwracając się do władzy by przekuli „miecze na lemiesze” potrzebne do pracy.

Kościół nie może być Kościołem politycznym: prawicowym albo lewicowym. Nie może dzielić, być Kościołem tego a nie innego kandydata lub prezydenta, bo powszechność jest jego immanentną cechą. Za to o tym, że jest nieziemski (nadziemski) najłatwiej może sobie przypomnieć wtedy, gdy stąpa jak najbliżej ziemi, w miejscu skąd nie widać żadnych zaszczytów. Po śladach błogosławionego Oscara.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s