Italo Calvino, Niewidzialne miasta, WAB 2013

To bardzo piękna książka i gdy ją czytam, słyszę ją po włosku. Te wykwintne frazy, ta melodia zdań, poemat w pięćdziesięciu pięciu obrazach. Nie da się „Niewidzialnych miast” traktować jako podręcznika urbanistyki, bo to podręcznik wyobraźni i języka, przypominający ćwiczenia stylistyczne, które proponował Queneau1.

Aż kusi, kusi znowu jak przy lekturze Andruchowycza2, by opowiedzieć o własnych urojonych miastach, zwłaszcza że ich los niepewny. Łatwo mogą zginąć a niewiele jest źródeł pisanych, które o nich mówią. Więc najpierw Ameryka, do której jechałem z panią G.3, aż stała się miastem w mojej wyobraźni, której mury zaczerpnąłem z Gdańska, wieże z Częstochowy, a potem z tysiąca innych miast, by stworzyć miasto idealne; w odróżnieniu od tej Ameryki nazywanej Czystą, istniała jeszcze Ameryka Brudna: miasto slumsów, rynsztoków i nieczystości, zamieszkałe przez dziwne plemię Gidków, ale to było bardzo dawno; Lidosin miał liczne zamki i kursowały po nim tramwaje; za to w Vatinie panował wieczny komunizm, szukałem po encyklopediach patronów jej ulic: Dolores Ibaruri albo Enver Hodża. Wszystkie one istniały naprawdę, nawet dorysowałem ich flagi na mapie politycznej wiszącej w pokoju mojego dzieciństwa. Oznaczyłem je kropkami, ale były tak małe, że nie dało się dostrzec, gdzie są. Wam powiem, że Vatina leżała za Chełmem, Ameryka z kolei w dzisiejszej Meklemburgii – Pomorzu Przednim.

A może to wcale nie chodzi o miasta, ale o język, jakim opisujesz miejsca, o sposób prowadzenia dzienników z podróży. Na co zwracasz uwagę: na kamienie, powabne dziewczęta, czy śmierć, która czyha?

Odkrywam u Calvino to samo odczucie, które zawsze miewam na ulicy Juliusza Cezara w Rzymie albo też mijając oświetlone okna małych miasteczek po drodze do Lu. albo kamienicę na Powązkowskiej naprzeciw cmentarza: widzi, jak ktoś na placu przeżywa życie lub chwilę, które mogły należeć do niego; to on mógłby być na miejscu tamtego, gdyby dawno temu zatrzymał się w czasie, gdyby długo wcześniej na rozdrożu obrał przeciwny kierunek i po dalekiej drodze znalazł się wreszcie na miejscu tego człowieka, na tym placu (…) Nieurzeczywistnione przyszłości są tylko odgałęzieniami przeszłości (s. 25).

Albo to: Czasem nie zmieniają się imiona mieszkańców, akcent ich mowy, a nawet rysy twarzy; lecz odeszli bez słowa bogowie, którzy mieszkają pod nazwami i ponad miejscami, a zamiast nich zagnieździli się tam bogowie obcy. To jest to nienazwane poczucie, które obejmuje cię w Syrakuzach4.

Może też ten fragment: Inne jest miasto tego, kto mija je, nie zatrzymując się, a inne tego, kto raz przez nie pojmany, nigdy go nie opuszcza; inne jest miasto, do którego przyjeżdża się po raz pierwszy, zaś inne to, które porzuca się, aby nigdy do niego nie wrócić (s. 98).

_____

1 O tej książce pisałem tutaj.
2 O miastach urojonych i  Andruchowyczu pisałem tutaj.
3 O podróży do Ameryki z panią G. pisałem tutaj.
4 O obcych boginiach w Syrakuzach pisałem tutaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s