
Drzewa kwitną w ogrodzie ruskiej ambasady
Próbuję drobnych spostrzeżeń.
Któregoś poranka na ławce pod kawiarnią siedzi jakiś potężnej postury gość i pali. Ma okryty brezentem plecak, jak on, XXL i zabawny rower o małych kółkach, który oparł o ścianę za sobą. Poranek jest słoneczny, dopiero potem porobi się chmurnie i mokro.
Postanowiłem co rano, jak w roku narodzenia, zachodzić po małą kawę i zachwycać się smakiem. Takie małe korepetycje z zachwytu.
Coraz trudniejsze zadanie.
