dziennik 39/26

Urzecze, kwiecień 2026 r.

Urzecze

Znajduję się w ekranizacji opowiadań E. sponad kawy. Wisła nieco wyżej niż z naszych wypraw w czasie zarazy.

Wioska, musi ją być widać z czerskiego zamku, skupia się pomiędzy sadami nad trzcinowym jeziorem. Kojarzy się z Estaque.

Niedziela, w którą kwitną jabłonie. Biała niedziela.

To nie ptaki, to bambusowe tyczki śpiewają.

Poza starymi czereśniami i rzędem szarych renet, sady rozwieszone są na drutach i utraciły swoją łagodność.

Rajskie jabłuszko zapyla jonagoldy.

Nocą, kiedy nadchodzi przymrozek gospodarze wyjeżdżają polewać drzewka wodą, aby nie obmarzły pączki. Trzeba uważać przy porywistym wietrze, żeby woda nie połamała gałęzi.

Kępy zamieszkiwali niegdyś Olędrzy, budując wiatraki i śluzy. Jedli zupę ze śliwek, której E. nie znosi.

Córka E. znajduje muszlę przy brzegu starorzecza. Przykłada do ucha i opowiada, że szumi.

Dodaj komentarz