Podsumowanie 2015. Kino

 

Drugi raz w blogowym życiu robię podsumowanie. Tym razem będzie trochę mniej filmów na liście obejrzanych, trochę więcej na sekretnej liście tych, które chcieliśmy, ale się nie udało. Dlaczego się nie udało?

Ograniczenia czasowe nie są wcale taką trudnością, może poza stratą tegorocznego repertuaru festiwalowego. Tak naprawdę problem leży na zewnątrz, to jest w systemie dystrybucji tytułów filmowych kina ambitnego, autorskiego czy niehollywoodzkiego lub jakkolwiek je inaczej nazwać. Film wchodzi na ekrany, w pierwszym tygodniu możesz go spotkać raz lub dwa razy dziennie w dwóch, trzech kinach (chyba, że akurat jest festiwal i w którymś z kin go nie ma). W kolejnym tygodniu do wyboru pozostają ranne seanse w dużym kinie (na przykład 11.30 w „Kulturze”) oraz pojedyncze seanse w kinach, które niewiele się różnią od pokojów telewizyjnych (jak „KC”). W trzecim tygodniu film pojawi się raz albo dwa, by zniknąć na amen. Przyznacie, że trudno dogonić.

Tworzenie rankingu wcale nie jest łatwe. Sezon jesienny w tym roku był dziecięcy, a nie kinowy. Poza tym do oglądania podchodziliśmy bardziej wybiórczo, stąd zapewne przewaga filmów dobrych nad złymi i problem jak je teraz poukładać. Będzie więc to ranking filmów, nad którymi długo myślałem, gdy zniknęły napisy końcowe, rzecz w sumie intymna.

A. się zupełnie ze mną nie zgodzi, ale to „Erbarme dich” (tutaj) było dla mnie filmem roku. Zostałem po nim z Bachem i masą refleksji na temat tego, na czym polega religia. Po raz kolejny nie zawiodłem się na braciach Dardenne. Ich film „Dwa dni, jedna noc” (tutaj) ma w sobie coś z opowieści biblijnej, tyle, że dziejącej się w Belgii, w drugim dziesięcioleciu XXI wieku. To bardzo potrzebny głos na temat etyki społecznej. Czegokolwiek nie nakręciłby Paolo Sorrentino, mam takie odczucie, zawsze znajdzie się na mojej liście. „Młodość” (tutaj), choć mniej widowiskowa od „Wielkiego piękna” (tutaj) zachwyca. Długo nie pozwalał o sobie zapomnieć również inny obraz z górskiego kurortu: „Turysta” (tutaj), film o wielkiej bieli i o człowieku w sytuacji ekstremalnej. Stawia on w skali mikro pytania bardzo podobne do pytań z dokumentu „Sól Ziemi” (tutaj). Wstrząsająca odpowiedź Sebastião Salgado, bohatera filmu, wracała we wpisach kilkakrotnie i prowadziła autora bloga do nowych lektur. Wreszcie „Moja matka” (tutaj), film posiadający tę własność, że im dalej od seansu, tym więcej na jego temat przemyśleń. To akurat udany przykład kina menopauzalnego.

O tym trendzie pisałem kilka razy i niestety jego przedstawiciele (przedstawicielki?) pojawiają się na tegorocznej liście filmów, w mojej ocenie, najgorszych. Na takie miano zasługują zarówno „Gloria” (tutaj), jak i „Party Girl” (tutaj): menopauzalne i nudne. Złe było „Disco Polo” (tutaj), bo nawet o kiczu, co udowadniają np. Hiszpanie, można robić filmy niezłe. Nowym władzom marzy się za to film z przytupem, hollywoodzki, o bohaterskich Polakach, taki bez dylematów, dramatów i dwuznaczności (bo „Ida” to była zła). Najbliżej ich ideału w tym roku znajdowała się „Hiszpanka” (tutaj), którą można śmiało polecać wrogom. Jeśli spełnią się marzenia specjalistów od nowej kultury, mamy szansę w przyszłości na nowe gnioty podpisywane jako arcydzieła i na pełne sale zapędzanych na widownię uczniów.

(No ale nas na widowni wtedy nie będzie).

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s