Filip Springer, 13 pięter, Czarne 2015

 

Informuję, że skończyłem zbieranie zgłoszeń w kategorii „najlepszy reportaż roku”, bo nic lepszego od „13 pięter” nie spodziewam się przeczytać. Filip Springer przywraca reportażowi wymiar społecznego zaangażowania. To nie jest literacka zabawa, to pisanie wprost i na serio.

Za jednym zamachem podkłada dynamit pod dwa mity, które porządkują nasze widzenie świata: (1) Dwudziestolecie międzywojenne było polską Belle époque; (2) W dzisiejszej Polsce wszystko jest w najlepszym porządku, a kto się z tym nie zgadza, ten – jak wołały dzieci w moich szkolnych czasach – syf. 

Podejrzenia, że Dwudziestolecie nie było takie piękne, miałem od dawna. W czasach PRL potrzebowaliśmy tamtych lepszych czasów, żeby je jakoś skontrastować z siermiężną rzeczywistością. Wspomnień dostarczali nam literaci, ludzie żyjący w swoim wykwintnym świecie, a temu, co pisała powojenna władza nikt nie dowierzał, podejrzewając propagandę. Zaczęliśmy więc żyć wspomnieniami arystokratów i intelektualistów, którzy za pan brat byli z rządzącą juntą. Wystawa o Dwudziestoleciu w Zachęcie parę lat temu opisywała więc kraj-raj. Springer nie przejmuje się koniecznością mitu. Jego wyprawa w Dwudziestolecie pokazuje Wa. inną od tej pocztówkowej, jaką chcielibyśmy widzieć, inną od pięknych modernistycznych domów Juliusza Żórawskiego. Wa., w której na sześciu metrach kwadratowych mieści się dziesięć osób, a samobójstwa eksmitowanych zdarzają się na tyle masowo, że nie warto o nich wspominać. Wa., w której wzdłuż linii kolejowej przy Powązkowskiej rosną slumsy.

Potem jest przerwa na ten okropny PRL, który biednym kamienicznikom odebrał kamienice i śmiał budować szkoły i przedszkola, co by truć ludzi komunizmem od małego. W dodatku jeszcze tworzył osiedla projektowane dla ludzi z obrzydliwymi zieleńcami i abstrakcyjnymi rzeźbami. Straszna epoka. Na szczęście – jak pokazuje Springer – nie uczymy się na błędach i zafundowaliśmy sobie częściową powtórkę z Dwudziestolecia. Bo tylko wtedy było pięknie.

Niepewny stosunek autora do współczesnej Polski został już nawet napiętnowany w czołowym dzienniku, który piórem Janusza Majcherka wpisał go w szeroki front niszczenia III RP. Bo o dzisiejszej Polsce można pisać jak o umarłym: albo dobrze, albo wcale. Zaczyna się ta III RP u Springera cytatem z Paszyńskiego, tym samym, który zapisałem ja, dopisując komentarz połączenie utopii z ignorancją. Następnie Springer wędruje po trzynastu piętrach, zapisując mieszkaniową „Boską komedię”.

Dwie postaci zostają mi przed oczami najdłużej. Po pierwsze, Jolanta Brzeska. Ten fragment wstrząsa, bo to miasto, w którym żyjesz, a tuż obok dzieje się taka nieludzka rzecz. Mijasz te ulice, tych ludzi. Nie bardzo da się nawet – jak to czytasz – odróżnić teraźniejszą Wa. od Palermo z lat osiemdziesiątych. Może to jest odpowiedź na pytanie dlaczego hasło zgoda i bezpieczeństwo było nietrafione?

Drugim ważnym bohaterem jest dla mnie Piotr Styczeń, z zawodu dyrektor. Poznałem w swoim biurowym życiu już kilku takich, tak bardzo pewnych swego toku myślenia, że nieumiejących dostrzec oczywistych błędów. Z zawodu dyrektor miękko wylądował w działce, na której działalność miał znaczący wpływ. Dość typowa ścieżka kariery etycznego urzędnika.

Nie będę pisał, jak wszyscy, że „13 pięter” to książka o mieszkaniach. Tu się zgodzę z Majcherkiem: mieszkalnictwo to wycinek, z którego można wysnuć szersze wnioski na temat stanu III RP. Gdyby Springer spróbował przyjrzeć się każdej innej dziedzinie, osiągnąłby podobne konkluzje: brak strategicznego myślenia, przedkładanie interesów własnych nad społeczne, rządzenie improwizowane. Jeśli się bliżej poprzyglądać, pozaglądać za fasady, poszperać w martwych dokumentach (Springer jako jedyny czyta Strategię Rozwoju Kapitału Ludzkiego), okaże się, że żyjemy w rodzaju wioski potiomkinowskiej, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy.

Powiem więcej, sądzę, że z „13 pięter” można wysnuć również ogólne smutne wnioski dotyczące pewnej nacji żyjącej nad Wisłą. Zastanawiam się nad pytaniami, które stawia jedna z bohaterek odnośnie czyścicieli kamienic: Co mówią dzieciom? Co robił tatuś? Wyrzucał ludzi na bruk? Wpychał im padlinę do skrzynek na listy? Zalewał mieszkania? Co oni mówią swoim dzieciom? Mają dzieci, wiemy to. Co im mówią? (s. 171). Bo to być może najważniejszy fragment całego reportażu. O polskiej etyce życia społecznego na początku XXI wieku.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s