Panegiryk dla Antonisa Deligiorgisa

 

Photograph: Argiris Mantikos/AP

(Antonis Deligiorgis ratujący Wegasi Nebiat (c) Argiris Mantikos/AP, źródło: sueddeutsche.de)

 

1. 

Jest dla mnie dowodem naszego barbarzyństwa, że odwracamy się plecami od Morza Śródziemnego a patrzymy w stepy. Niemniej to stamtąd przychodzimy, konnica ze środka Azji. Bezskutecznie usiłowali nas nauczyć, że nasze są następujące porządki: dorycki, joński i koryncki. Nawracali nas na mity, ale to jest zew silniejszy od nas. Bardzo niewielu potrafi się oderwać: odkryć w swoich żyłach krążące Śródziemnomorze (Herbert, Iwaszkiewicz, Wat, który na własnej skórze doświadczył potworności stepu). To ci, którym bliższy jest złoty podział niż równinny bezkres.

Teraz, zwiedziwszy kilka wysp tamtego morza, zaczynam rozumieć, że „Longobardowie” Herberta to wiersz o Polakach.

2.

Powyższy wstęp jest wyrazem przekonania o rządzącym nami determinizmie kulturowym. Gdy rozmawiamy o geopolityce bardzo wyraźnie da się odczuć odrębność mitologii Polaków i innych Europejczyków. Nie rozumiemy Morza Śródziemnego, otwieramy się na Wschód, który ciągnie się po horyzont. Tam mieszkają nasi bogowie: nasze nadzieje (Kijów) i nasze lęki (Moskwa). Tak bardzo jesteśmy przekonani o swoich racjach, że nie potrafimy dostrzec, że los Europy rozstrzyga się gdzie indziej.

A może – bluźniercza myśl – my jednak do Europy, duchem, nie należymy? Cała nasza historia da się przecież opisać jako proces inkulturacji nas, biednych barbarzyńców ze Wschodu, mniej lub bardziej udane naśladownictwo. To tutaj Europa uosobiona przez ubraną w powiewne szaty, wysoką Andegawenkę spotyka się z Barbarią: starym, śmierdzącym lisimi skórami Jogailą. Nieszczęście Andegawenki, jej przedwczesna śmierć, jawi się jak znak przeznaczenia, zapowiedź niemożności połączenia ich obu.

3.

Dziś na Morzu Śródziemnym rozstrzyga się los Europy. Nie, nie mam pojęcia jak w kategoriach politycznych, społecznych i ekonomicznych rozwiązywać problem migracji. Nie da się go przecież oddzielić od pomijanej u nas kwestii Państwa Islamskiego. Ale porozmawiajmy o etyce.

Co należy zrobić, gdy twój bliźni tonie? Czy usiąść na brzegu i być widzem (tak, to my przed monitorami), czy rzucić się w fale?

Wstyd mi, bo wiem co wybieram codziennie.

4.

(Wybaczcie patos!)

Antonis Deligiorgis z wyspy Rodos chciał się napić kawy z żoną w leniwej kafejce nad morzem. Pobieżnie znam Grecję, ale nie sądzę, że mogła być inna niż leniwa o ósmej rano w poniedziałek. Kiedy na nabrzeżu zaczął tonąć statek, Antonis Deligiorgis rzucił się w fale. Na własnych ramionach uratował dwadzieścia osób. (Opowieść o nim jest z „Guardiana”, barbarzyńcy ze Wschodu zajmowali się w tym czasie motorzystami na granicy, krzycząc swoje nothing nothing nothing. Nic się nie stało na Morzu Śródziemnym).

Antonis Deligiorgis, wystarczy spojrzeć na jego barki, postać ze śródziemnomorskiej mitologii, ratował tam nie migrantów, którzy płynęli do raju, ale naszą biedną zabłąkaną duszę.

5.

Przecież to nas nie obchodzi. Wpatrujemy się w przestrzeń ciągnącą się hen po Ural albo jeszcze dalej, a Europę traktujemy jak nie przymierzając Zeus. Rozbitkowie z suchego przestworu oceanu. Barbarzyńcy, którym się udało uzyskać współfinansowanie projektów ze środków.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s