Dziennik znad chłodnego morza

Ostatnie miejsce

Takie maleńkie ziarenko – ucieszył się specjalista, a zabrzmiało to prawie jak ta posiniaczona na grochu. Ogonek do aparatu niecierpliwił się. Ledwo obudzone na siku dzieci i mopsiki trzymane w porannych szalach, wszyscy tłoczyli się na stacji, oczekując słodyczy i ciepłej kawy. Słońce dawało po szybach, ale wilgoć trzymała się poranna. Zapach melasy z pobliskiej cukrowni (jak kiedyś w Lu., kiedy wysiadał z warszawskiego pociągu).

Tej soboty wyruszył, zdaje się, każdy. Zwykle przy takich okazjach – kiedy Dziecko marudziło a oni kłócili się, a nie mówiłem, żeby wyjechać wcześniej – powtarzał, że jedzie z nimi ostatni raz. Najpierw jednak kawa.

20191109_1426395671540467181004338.jpg
Strzegły go chimery, Malbork, fot.: Dz. U.

Sedes Huntingtona

Największy ceglany zamek świata wyrastał ot tak, obok osiedla przypominającego Bulwary w R. (Oczywiście kłamię, wyrastał znad rzeki i to był najważniejszy na niego widok, ten, który nie mieścił się w pionowym kadrze relacji na insta i na fejsbuniu, ale to dopiero potem, jak wyjeżdżaliśmy). Dziecko lubi wszystko, co najwyższe albo największe, więc ten zamek – idealnie.

Strzegły go chimery. Wszędzie dostrzegał te dziwne stworzenia o ptasich ogonach i tułowiach zakonnic. Może tamci spotykali je tutaj po lasach, może łowili je ich łucznicy, może tak oswajali dzicz, w której się znaleźli?

Całe to gadanie o peryferiach, o tym, że za limesem grasują jedynie wilki, unaocznia się, gdy wchodzisz do gdaniska. Możesz w tej wieży zrozumieć, co to jest zderzenie cywilizacji, Huntington w wc: oni w tym swoim średniowieczu s..li w specjalnym budynku, sześć wieków później w Polsce odkryto sławojkę (i to była rewolucja kulturalna, a i to nie wszędzie, przecież chodzić za stodołę jeszcze niedawno nie było archaizmem).

Jak on współczuł zakonnikom nieokrzesanych sąsiadów, na dodatek mordujących ich wielkiego mistrza, gdy na chwilę z oka spuściła go Maryja. Opowiadamy bowiem o Malborku z naszej barbarzyńskiej perspektywy, tak jak Polinezyjczycy, którzy ze czcią wspominają obce samoloty. Tak naprawdę ten zamek opowiada o nas, nienawykłych do korzystania z toalet.

20191113_1235044399097701135813028.jpg
Droga ze Sztutowa do Rybiny: cieszył się, że nie dotarł tu minister Żołądź, fot.: Dz. U.

Opowieść o płaskiej ziemi

Pociągały go tego roku płaskie krajobrazy nadmorskich nizin. Zastanawiał się nawet, czy nie pociągały go metaforycznie: nizina jako stan życia (w późnych latach trzydziestych oczywiście).

(A może chodzi o ich nietrwałość? O to, że niedługo znikną w odmętach światowej katastrofy?)

Tamten fragment, który nazywał Deltą, poprzecinany kanałami, tak naprawdę stanowił część Polesine, płaskiej ziemi pomiędzy ujściami Adygi i Padu. Teraz kolejna delta, Żuławy, czyli Werder.

Pamiętał o nich, surowych protestantach o zaostrzonej obserwancji, gdzieś tutaj zapewne niegdyś mieszkali, pisał o nich Huelle (od tamtej lektury zawsze chciał tu przyjechać, a to pewno jakieś dwadzieścia lat, polecała mu ją wtedy M., która – dziwny traf, los czy coś tam jeszcze – napisała właśnie dzisiaj z krainy innego surowego protestanta). Mennonici – już samo słowo obiecywało opowieść.

Ich podcieniowe kratowane domy, ich gdańska kolejka, ich pompy i śluzy, zagrabione w jedno miejsce kamienie z obco brzmiącymi imionami, przyglądał im się w gęstym nadmorskim deszczu (nic dziwnego, że czuli się tu swojsko, pomyślał o deszczu w Knokke). I drzewa, których koron nie dało się dostrzec, nawet kiedy włączał długie (cieszył się, że nie dotarł tu minister Żołądź ze swoją siekierą; zatrzymał się na Mierzei).

Płaskie krajobrazy nadmorskich nizin miały swojego malarza: ciągle przypominał sobie szkice i obrazy pewnego byłego pastora. Tego roku nie mógł patrzeć na jasne barwy miasteczek Prowansji: dużo więcej prawdy dostrzegał w ponurych brunatnych krajobrazach Niderlandów, które równie dobrze mogły przedstawiać kolejną z delt. (A w drzewach, w drzewach poszukiwał jesieni takiej jak u Schielego. Schiele ze swoją śmiercią też gdzieś był obok. Kruszyna jest trująca).

Opowieści kuchenne. Pierwsza

Restauracja w olęderskim domu serwuje potrawy wymarłych (bądź wypędzonych) ludów tej niziny.

(Wypędzenie następuje zimą. Po zamarzniętych rzekach, po Zatoce Fryskiej ciągną swój dobytek. Trzask. Lód pęka. Inne wozy omijają tych, którzy już na zawsze pozostaną tutaj, nawet bez kamieni).

W następnym stuleciu, ktoś odnajdzie po nich recepturę sera. Werderkäse jest monumentalny, ma dwa i pół roku, piękny smak: być może to jedyny na świecie jadalny pomnik.

20191112_1011446218891519248562363.jpg
Tylko jeden ośrodek w drzewach, Krynica Morska, fot.: Dz. U.

Ośrodek

Do paczkomatu nad morzem mogłem zamówić książki.

Tam, gdzieś kiedyś było morze. Próbował sobie wyobrażać ten barwny tłum: paradę dwuczęściowych strojów kąpielowych, dziewczęta przebierające się pod ręcznikami z Elsą, otyłych mężczyzn dźwigających parasole i parawany, ten jazgot, dziecięcy chichot i krzyki. Szli pod górę.

Pod stopami mieli rozmokłe klonowe liście. Minął ich pusty autobus z Elbląga. Nieczynne były pizze, i nieczynne były kebaby, smażone dorsze z plakatów czekały z utęsknieniem blaknąc na kolejne lato. Tylko jeden ośrodek w drzewach świecił jaśniej niż latarnia morska i pulsował Krzysztofem Krawczykiem. Trochę jakby za krzakami wylądował statek obcych.

Dopiero potem usłyszeli jak szumiało po omacku.

Opowieści kuchenne. Druga

Wróble są niezadowolone. Po sezonie, w cukierni o włoskiej nazwie, niewielu gości, jeszcze mniej okruchów. Pojawiają się więc całymi stadami, przechadzają od niechcenia, coraz bliżej i bliżej talerzyków. Na nich szarlotka.

Żuławy są cukrowe: zamiast pól ziemniaczanych Van Gogha wznoszą się kopce buraków. Nic dziwnego, że tutaj – w opustoszałym kurorcie – w szarlotce jabłka w karmelu.

20191111_0954138515019923766889977.jpg
W drzewach poszukiwał jesieni takiej jak u Schielego, Mierzeja, fot.: Dz. U.

Kraniec

Miarą Mierzei jest jej długość. Mierzeja jest czymś niepewnym, bardziej niż nawet nizina. Kto słyszał, żeby zaczynać budowę na piasku.

Dziecko marzy by być bliżej Rosji. Droga – wydawała się – powinna biec prosto wzdłuż, ale wije się między jesiennymi wydmami. U jej kresu są drzewa nad placem zabaw i biały dom udekorowany figurkami amorków i antycznych bogów, i parking (to ważne).

Wikipedia opowiada za to o miejscowości Narmeln, która była jeszcze dalej, ale pochłonęły ją wojna i piasek. Tak niepokojąco rymuje się ona z Hameln, że ze strachem rozglądam się za szczurołapem.

Jest biało-czarny gruby kot.

Opowieści kuchenne. Trzecia

Jest mój kontynent w kształcie ryby: serce tuńczyka z Andaluzji i tatar z troci na Mierzei (smak przypraw za to jest z Wyżyny: drewniany dom w Romanówce).

Miarą Mierzei jest jej długość, mapa Zatoki i Mierzei Fryskiej (Świeżej), „Mały Holender”, fot.: Dz. U.

I swoją matkę

Nim nad Mławą zastała ich pełnia, taka piękna, nieco różowa i wielka (kiedyś pełnie nie miały nazw, teraz nadają je im Indianie, więc uprzedzając Indian niech ta się nazywa: mławska różowa – bo tam ją napotkali po raz pierwszy, choć może nie była to jeszcze pełnia, tylko dzień przed nią), obiad zjedli w przydrożnym zajeździe (przydrożny był on wówczas, gdy droga nr 7 nie była ekspresowa, teraz należało zjechać). Tłum był, widać wszyscy wracali i wszyscy postanowili zjeść rybę. Słowem, kolejka znowu. Na początku i na końcu kolejka, w dwóch różnych miejscach trasy numer siedem.

I jeden, co stał w kolejce i czekał na zamówienie ryby, głodny, a przez to pewno i zły, nie odsunął się, gdy przechodziła dziewczyna drugiego. (Ów drugi był z Pragi Północ, wiem po rejestracji, skąd pierwszy nie wiem, ale zapewne wszyscy byli z Warszawy i wszyscy do Warszawy wracali, będą stali zresztą razem w korkach, także pod Mławą i różową pełnią, lub dzień przed nią). Drugi obruszył się, pierwszy odpyskował i już prawie mieli się bić (a pierwszy wiele ryzykował, przede wszystkim utratę obiadu), ale jakoś uspokoili się, rzucając do siebie: – wychowaj swoje dzieci! – na co drugi: – wychowaj swoją matkę!

I to była właśnie Polska w święto niepodległości.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s