Podsumowanie 2022. Księgarnia

Okno Lwa Szewczenki w Kijowie, 3 marca 2022 r., źródło: twitter.com. Zdjęcie – jedna z ikon wojny w Ukrainie.

Wobec wojny czytanie, a już z całą pewnością kupowanie książek, wydawało się czynnością absurdalną. Są za ciężkie, żeby pakować je w dwie torby podróżne, cały twój majątek, kiedy się ucieka. Są łatwopalne. Jedyny pożytek, że można wyłożyć nimi okna, co chroni od skutków wybuchu rakiety, która właśnie wbija się w plac zabaw za nim. Od lutego do czerwca wojna zdominowała nasze życie, aby później zostać wypartą ze świadomości, dzięki czemu dało się jako tako żyć.

A zimą podrożał papier. Podrożały nawet chusteczki higieniczne, więc zrozumiałe, że książki też. Mimo to maszyny drukarskie wciąż huczą. Ukazują się nowe tłumaczenia rzeczy starych, co starym wychodzi na dobre (Hemingway, mocium panie!). Młode wydawnictwa (jak ArtRage) na kolejny rok szykują kolejne tytuły. Młodzi poeci z ubiegłego roku, kiedy udawałem młodego poetę, rzucili się wydawać swoje własne tomiki (Davydenko, Woźniak, Herman).

W międzyczasie wybuchła awantura o to, czy literatura jest też dla idiotów (Olga Tokarczuk), a autorka bloga „Crust and Dust” wykryła, że cukierki ślazowe, którymi dzieci z Bullerbyn częstował Dziadziuś, nie istnieją. Przyznam, że druga kwestia poruszyła mnie bardziej niż pierwsza.

Sto lat temu urodził się Białoszewski (bardzo ważny tutaj w okolicach 2006 roku), umarł Proust (w okolicach 2015 roku patronował tutejszemu pisaniu) a Hadley Hemingway zgubiła wszystkie wczesne opowiadania Ernesta (który stał się niekwestionowanym patronem obecnego roku).

Pewnie dlatego za najważniejszą książkę z przeczytanych uznałem „Ruchome święto” Hemingwaya (z kolekcji nowych tłumaczeń E.H. w „Marginesach”). Odkryciem na miarę nobla stały się „Lata” Ernaux, idealne trafienie wydawnictwa „Czarne” w werdykt Akademii. Polska proza też bywała odkrywcza i trudno mi się zdecydować – Bieżuńska czy Barys, ale chyba jednak Barys i „Kości, które nosisz w kieszeni„.

Podobnie jak zaraza, wojna też nie sprzyjała czytaniu reportaży: za dużo strasznych rzeczy masz w aktualnościach. Stanowczo lepsze są biografie i cudze dzienniki jak „Dziennik wojenny” Józefa Czapskiego (wyd. Próby), absolutnie fenomenalny materiał źródłowy i do historii Polski, i do historii intymnej (idealny do uczczenia rzeczonego Roku Prousta). Majstersztykiem biograficznym okazała się książka Michała Przepierskiego „Mieczysław F. Rakowski. Biografia polityczna”, świadcząca o tym, że nawet instytucja od manipulowania historią może wydać coś znaczącego.

Ogólnie życie staje się coraz mniej opisowe, a coraz bardziej obrazkowe. U mnie też. Wolę lajki na insta od braku lajków tutaj. Czytam „Fotkę” Nathana Jurgensona (wyd. Karakter) i szukam dla siebie usprawiedliwienia. Coraz mniej tekstu mam do powiedzenia.

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s