księgarnia 8/22

Mieczysław Rakowski podczas rejsu jachtem „Wielkopolska”, lipiec 1965 r., fot. Artur Starewicz/ East News, źródło: polityka.pl

Polityka nie jest współżyciem ze snami. Nie można wybierać marzenia. Wybierasz nas albo ich, tę lub tamtą z sił działających. Reszta to złudzenie.
(cytat z „Nadziei” André Malraux, użyty przez Rakowskiego jako motto „Pytań dotyczących przyszłości” w styczniu 1982, por. s. 269)

Michał Przepierski, Mieczysław F. Rakowski. Biografia polityczna, Instytut Pamięci Narodowej 2021:

Książka wydana przez ipeen okazała się zbyt kontrowersyjna dla własnego wydawcy. Zupełnie słusznie, bo jest to biografia całkowicie odmienna od historycznych produkcyjniaków wydawanych przez instytut oraz podobne patriotyczne wydawnictwa, w których świat jawi się jako czarno-biały, a postaci są albo odrażającymi szwarccharakterami albo nadają się natychmiast do beatyfikacji. Historia używana do personalnych rozgrywek, histerycznych ataków na politycznych przeciwników, do surowych ocen – historia jednoznaczna – nie jest przecież nauką, a jej producenci to zwyczajni funkcjonariusze. Nie mógłby być też „Rakowski” lekturą na historii i teraźniejszości ministra Cz., który lata 1945-1989 uważa za jeden długi, czarny okres sowieckiej okupacji. Już to, że Przepierski używa słowa radziecki zamiast sowiecki, czyni go, dla funkcjonariuszy od historii, ideologicznie podejrzanym.

Rakowski na stronach pieczołowicie skonstruowanej biografii (dodaję ją na shortlistę najlepszych książek roku) nigdy nie jest jednoznaczny. Jest żywiną polityczną (jak uczono mnie na teorii polityki), bywa zakochany w sobie, wściekły, powściągający nerwy, racjonalny do bólu, zatopiony we własnych fantazjach, oportunistyczny albo odważny, ale nigdy nie wydaje się stereotypowy jak chcą spece od „prawdziwej” historii. Ba, nigdy w książce nie pojawia się jako człowiek podły, czy ślepy. Jest gorzej: MFR wzbudza sympatię czytelnika. (A przecież każdy wie, że żaden komunista nie może wzbudzić żadnej sympatii, bo to zabronione).

Nie tylko ten aksjomat politycznej historii podważa Przepierski w swoim świetnym studium. Po pierwsze, wbrew produkcyjniakom budującym czarną legendę Wałęsy na podstawie ubeckich teczek, przywódca „Solidarności” pojawia się tutaj jako postać przez Rakowskiego oceniana negatywnie, ale jednak traktowana jako poważny przeciwnik. Prawdziwie groźne (i nieracjonalne!) wydaje się MFR środowisko bliskich doradców Wałęsy, których odwagę podważają dzisiaj prawicowi recenzenci (wówczas jako środowisko niezbyt odważni). Po drugie, w papierach Rakowskiego znajduje się notatka, nad którą autor dość szybko przechodzi do porządku:

W liście datowanym na 22 czerwca [1981] Bohdan Lewandowski informował o rozmowie z Richardem Pipesem: „Linia na umoczenie Rosjan w Polsce zwyciężyła w czasie kluczowej narady Rady Bezpieczeństwa Narodowego pod przewodnictwem Reagana”. Mógł to być sygnał, iż Waszyngton będzie sprzyjać interwencji radzieckiej nad Wisłą (s. 243).

Ten fragment zaskakuje w kontekście powszechnej u nas hagiografii Reagana. Czyżby Ameryka nie grała z nami, ale właściwie grała nami przeciwko ZSRR? To już poważny zamach na fundamenty tego, co o latach 1980-1981 powinniśmy wierzyć.

Po trzecie, Przepierski nie pomaga jadowitym krytykom reform Balcerowicza, oskarżającym go o zbrodnie przeciwko ludzkości. Rozdział poświęcony rządowi premiera Rakowskiego opowiada o dramatycznej sytuacji gospodarczej i nadciągającej katastrofie, która – wydaje się – z Balcerowiczem czy bez Balcerowicza – i tak musiałaby w końcu nastąpić.

*

Z czytaniem biografii Rakowskiego jest jeszcze jeden, zasadniczy problem. Nie sposób bowiem nie analizować jej przez pryzmat dzisiejszych, przyznajmy dość mizernych czasów. Niezbyt lotny, ale wciąż mściwy pierwszy sekretarz; dworskie intrygi; służby specjalne pozostające poza jakąkolwiek kontrolą; atakowanie wrogów władzy; sankcjonowanie przemocy, choćby symbolicznej; wszechogarniające dwójmyślenie – bardzo łatwo popaść w prezentyzm i traktować biografię Rakowskiego jako przewodnik po współczesności. Zresztą na jej tle, MFR nadal okazuje się być wyjątkowy. Pośród miernot, których jedynym narzędziem jest pochlebstwo, postać Rakowskiego jest zupełnie z innego gatunku: uparcie wierzący w możliwości, jakie daje system, drobnymi kompromisami chcący osiągnąć cel.

Przyglądam się bliskim nieraz mi osobom, które za wszelką cenę usiłują się teraz dostać do „elity” władzy, ale wciąż staje im na przeszkodzie ich zbytni intelektualizm. Ile obrotów należy wykonać na twitterze, ile poprzeć stanowisk sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem, ile razy wygłosić publicznie opinie, której pewnie po cichu się wstydzą? Czytając „Rakowskiego” odkrywasz, jak ciężka to praca.

*

Albo spośród reżimowych dziennikarzy, znaleźć kogoś kto przypomina redaktora naczelnego „Polityki” z lat sześćdziesiątych? Trudno.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s