księgarnia 25/22

Józef Czapski, rysunek z rękopisu „Dziennika wojennego”, wrzesień 1942, fot. Pracownia fotograficzna MNK, źródło: wydawnictwoproby.pl

Józef Czapski, Dziennik wojenny, Wydawnictwo Próby, Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską, 2022:

1.

Istnieją lektury, które w moim umyśle dokonują generalnych porządków. Nie ma ich wiele, ale należy do nich z całą pewnością – obok dzienników Iwaszkiewicza czy „W poszukiwaniu utraconego czasu” – „Dziennik wojenny” Czapskiego.
Oczywiście można ją czytać jako świadectwo historyczne. Bardzo dobrze. Nie ma w autorze nic z wielkopańskości i wielko-polskości. Nie ma umysłowej ciasnoty, zaciekłości i resentymentów, tego wszystkiego, co dzisiaj jest traktowane jako Polska. Nie, jest Czapski obywatelem Europy. Moment, w którym w sowieckim obozie wygłasza wykłady o Prouście jest chyba najbardziej wzruszającą opowieścią o tym, czym jest kultura europejska, czym jest Europa i jej wartości (czego i tak nie zrozumieją ich dzisiejsi obrońcy powtarzający jak mantrę – za kremlowskimi tubami – opowieść o jej moralnym upadku).

Lektura „Dzienników” jest odtrutką na narracje dobywające się dzisiaj z telewizji, szkoły i kościoła. Od pierwszych stron Czapski zachowuje trzeźwy krytycyzm, mimo że po uszy zanurzony jest w polskich sporach, waśniach i ambicjonalnych wojenkach. Opowieść o wrześniu trzydziestego dziewiątego roku (s. 170 i następne) całkowicie burzy wyidealizowany obraz heroicznej walki, pokazując zamęt, chaos i zupełne zagubienie uśpionego propagandą dowództwa. Bardzo to znowuż zbieżne z relacją Jarosława opisującego popłoch ludzi i bufonadę władz. Jakże inaczej patrzy się na armię Czarusia (tak nazywano Andersa), wiedząc na przykład o jego antysemickim – jak pisze Czapski – rozkazie (po wygranej kampanii sprawę żydowską załatwimy tak, jak tego będzie wymagać wielkość i suwerenność naszej ojczyzny; s. 301, przyp. 109): troszkę ciarki idą po plecach.

Zadziwia też, w kontekście dzisiejszej wojny, stosunek do Rosjan. Człowiek, który cudem uszedł z życiem ze Starobielska, który poznał okrucieństwa zesłania, parę miesięcy później nie kieruje się ksenofobią, nienawiścią czy żądzą zemsty. Niezwykłe jak umiejętnie oddziela własne przeżycia od politycznego realizmu i dialogu z ludźmi. Czapski nie jest postacią, z której dzisiejsza władza może być dumna: uosabiając wszystko, czego ona nie potrafi znieść.

Pisałem już to kiedyś: Polsce udało się trafić do Unii Europejskiej, dzięki niezwykłemu wizjonerstwu niewielkiej grupki osób, tych, którzy potrafili – oczywiście przesadzam dla ładnego brzmienia – Prousta postawić ponad Sienkiewiczem. I zrobili to właściwie wbrew wschodnim tęsknotom dużej części Polaków, wolących pozostać w swoim grajdołku daleko za limesem.

Polska jest chora na politykę, a leczy się ją na administrację (s. 574) – po tylu dziesięcioleciach zapisek Czapskiego nadal pasuje, do tego, co się u nas wyprawia.

2.

Ale dziennik Czapskiego to przede wszystkim journal intime. Zastanawiam się nawet, biorąc pod uwagę jego zaszyfrowane pismo, czy powinien ujrzeć światło dzienne. Rzeczy, których nie chcę nikomu powiedzieć, też zapisuję taką niewyraźną minuskułą, używając skrótów, żeby opowiedzieć o nich w danej chwili, a później już nie odczytywać.

To jednak fragmenty najważniejsze z całego dziennika. Dyskurs miłosny, o którym nie można powiedzieć publicznie. (…) Erotyzm mój – wyznaje Czapski – jest inny, że nie mogę go ani opowiadać, ani z nikim z kolegów dzielić, że nie widzą koło mnie żadnej Pestki [uczestniczki Pomocniczej Służby Kobiet – sic!] (s. 193). Dziennik jest wyznaniem, spisem porażek, niepowodzeń, wahań.

Czapski żyje w koszmarnym, znajomym rozedrganiu pomiędzy niemogącą być wypowiedzianą pożądliwością a poczuciem własnej słabości i niedoskonałości pod czujnym okiem Boga. W istocie wpada w pułapkę, którą zastawia nasza religia skoncentrowana na walce z grzeszną cielesnością. Chce zatem dokonywać sublimacji, przeczuwając jednak, że pragnienia nie da się ugasić nawet sztuką. Niewypowiedzialne – opisane w niesamowicie poruszający czytelnika sposób. Bo obok oka Boga jest oko autora, źrenica którego chwyta piękno.

Nie, w gruncie rzeczy, wielka historia nie jest czymś ważnym, liczą się nasze historie. Moja, twoja, Czapskiego:

J. pracuje z jakimś szałem, bo kocha mnie, a jej nie kocham, ja biegam i się zapracowuję dlatego, że ja kocham X. i nie jestem kochany, może i dalej idzie podobny łańcuszek? (s. 372)

3.

Pośród wielu zachwytów nad „Dziennikiem”, nie można zapomnieć o tym, że obszerne ich fragmenty można potraktować jako reportaż podróżniczy. Czapski-artysta w niesamowity tekstualny, ale pełen barw, sposób odmalowuje krajobrazy Bliskiego Wschodu. Miniatury pisarskie – jak opis kairskiej kawiarni – są tak dokładne, że zamykając oczy, pojawia się obrazek. Czytając pomyślałem, że wycinki z zapisków Czapskiego mogłyby się złożyć na pierwszorzędny poetycki reportaż do serii „Dowodów na Istnienie”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s