Czesław Miłosz, Przekłady poetyckie wszystkie, Znak 2015

 

Wątpię, czy cokolwiek by to zmieniło, gdybym „Wypisy z ksiąg użytecznych” przeczytał dwadzieścia lat temu. Kiedy się ma apetyt na patos i WNM: wielkie niekończące się miłości, czyli właśnie w takim wieku jak wtedy, poezja nie ma uczyć chłodnego dystansu. 

Potrzeba było wielu innych rzeczy, aby tego lata odczytać „Wypisy” z zachwytem (wahałem się nad słowem zrozumienie, ale to za dużo). Podróż do Chin, słuchanie mądrości starszych ludzi (nim jak Hania popadną w religijną neurozę), czytanie i oglądanie, przyglądanie się ptakom, wreszcie samo lato, które jest latem niezwykłym i pouczającym.

Żeby odkryć, że czas jest punktowy, trzeba go doświadczyć. Dwa dni później (chociaż nie jest łatwo odróżniać między sobą dni) odczytuję u Miłosza: czas nie istnieje jako żywioł rozciągający się linearnie, ale zawsze istnieje tak jak w klatce filmowej, czyli w wycinku przestrzeni.

Lato samych odkryć. To jest ten sam rodzaj zachwytu, który pozwala zachwycać się czystością porcelany, smakiem dżemu figowego albo nagością na obrazach Ottona Muellera. Albo chińskim i japońskim malarstwem: jego skromnością, oszczędnością i prostotą, które opowiedzieć potrafią wszystko. Podobnie jak poezja, którą odkrywa i tłumaczy Miłosz.

Słowa kreślone ponad tysiąc lat temu brzmią jakby ktoś zapisywał je tego lata. Parę słów w sedno rzeczy. Parę rzeczy, żeby dom. Parę osób, żeby miłość i przyjaźń. Parę chwil: szczęście.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s