Norman Lewis, Neapol 44, Czarne 2014

 

(Wayne Miller, Italy. Naples, July 1944 (c) Wayne Miller/Magnum Photos; źródło: http://www.magnumphotos.com kolekcja: ITALY. Children of Naples).

 

W Neapolu byliśmy tylko przejazdem, niezbyt zresztą przyjemnym, więc A. nie chce tam wracać. Zupełnie inaczej niż Norman Lewis, który spędził tam ponad rok, za to w mundurze. Właściwie jego książki o tym pobycie miałem nie kupować, bo „Grobowiec w Sewilli” mnie nie zachwycił, ale za to A. (mnie też) tak bardzo spodobały się „Głosy starego morza„, że zakup dziennika brytyjskiego żołnierza – reportera wydał się czymś koniecznym. Podobnie jak synchroniczne, wraz z lekturą, oglądanie zdjęć Wayne’a Millera z powojennego Neapolu.

Nie da się chyba uniknąć paralel z książką „1945. Wojna i pokój„, bo obie opisują dokładnie ten sam okres życia społecznego. Chaos i poluzowanie wszelakich norm, gdy kończy się jedna okupacja i nikt nie wie właściwie, co będzie dalej. Inna okupacja? Nowe granice? Bezustanna anarchia? Ludzie wędrują, wojska okupacyjne usiłują narzucić swój sposób widzenia świata, wojna wciąż zbiera przypadkowe ofiary, kobiece ciała pozostają główną walutą. Lewis przy tym nie jest piewcą chwały zwycięskich aliantów, daleko mu do tego, stara się raczej spojrzeć na Neapol i okolice z punktu widzenia mieszkańców. W bardzo prostym zdaniu streszcza istotę prowadzonych działań: Niemcy, tak samo  j a k  m y [podkr. moje – a.b.], mordują tylko najuboższych (s. 105). Zdanie, które nie traci na aktualności, bez względu na numer wojny.

Niemniej wojna na Południu różni się od wojny na Wschodzie, a może to nam brakuje źródeł, by dobrze opisać tę stronę Wielkiej Trwogi? Tutaj wydaje się wpisywać w naturalny bieg rzeczy, to, że miasta mają to do siebie, że giną, jak nie pod bombami, to pod lawą albo w trzęsieniu ziemi. Pozostaje po nich tylko rzewna ballada śpiewana na ocalałych przedmieściach, jak w doskonałym neapolitańskim „Passione„.

Na marginesie. Wypisałem sobie z książki Normana Lewisa fragment, który jakoś dziwnie pasuje do sytuacji w Polsce i do zjawiska określanego jako dewaluacja dyplomu magistra (wersja pesymistyczna) lub powszechny dostęp do szkolnictwa wyższego (wersja optymistyczna): Okazało się, że jest jednym z czterech tysięcy neapolitańskich adwokatów, których dziewięćdziesięcioprocentowa nadwyżka w stosunku do zapotrzebowania sądów nigdy nie pracowała w zawodzie i przeważnie żyła w skrajnym ubóstwie (…). Ci zagłodzeni specjaliści stanowili wytwór powszechnego w rodzinach neapolitańskiej klasy średniej marzenia o bezużytecznie wykształconym synu (s. 41).

(Dopisane: o cudach, s. 112)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s