Norman Lewis, Głosy starego morza, Czarne 2015

Brakujące posłowie do książki

Tego, o czym pisze Norman Lewis nie można w żaden sposób sprawdzić. Nie piszę tutaj o geografii i o tym, że taka miejscowość jak Farol nie istnieje na mapie, zresztą Andrew Petcher dość wiarygodnie utożsamia książkowe Farol z Roses1. Chodzi o to, że nie istnieje już żadna taka rybacka wioska w Katalonii a reportaż z niej jest tak samo niesprawdzalny jak mit czy legenda. Oczywiście można szukać po archiwach parafii, urzędów planowania i stanu cywilnego, zwiedzać muzea, ale nikt nie odtworzy kultury, która zniknęła gdzieś pod koniec lat czterdziestych dwudziestego wieku. Norman Lewis może więc równie dobrze pisać prawdę, jak i nieprawdę. Jest w końcu ostatnim świadkiem autentycznego Farol.

Odkąd odeszły bizony – słowa wypowiadane przez wodza Wiele Przewag w „Nadziei radykalnej” Jonathana Leara2 dotyczą takiej właśnie kulturowej zagłady. W „Głosach starego morza” sens tego zdania zostaje właściwie powtórzony, wtedy jeszcze, w czasie przyszłym (ale my wiemy, że on już jest dokonany): Co będzie, jeśli tuńczyki nie przypłyną? (s. 45) Trzy sezony, które opisuje Lewis, spędzane przez niego w Farol-Roses, to studium kulturowej katastrofy, gwałtownego odejścia od tradycyjnej formy życia społecznego opartego na wspólnotowej pracy i wciągnięcia w tryby przemysłu turystycznego.

Aby stać się atrakcją turystyczną (być autentycznym dla turysty, którego przywiezie Thomas Cook i Tui), należy upodobnić się do wyobrażenia o miejscu atrakcyjnym. Dlatego zmiana w Farol-Roses zaczyna się od wprowadzenia „typowej hiszpańskiej” architektury i przywiezienia do sklepików „typowych hiszpańskich” pamiątek. Dopiero pod koniec XX wieku autentyczności będzie się szukało w tym, co jest takie, jakie było lub jakie powinno być kiedyś. Gdyby wioska rybaków przetrwała w stanie, w jakim zobaczył ją po raz pierwszy Lewis, stałaby się dzisiaj chlubą wszystkich przewodników slow-tourism. Problem w tym, że miejsc autentycznych nie da się już prawie spotkać, a jeśli są, to właśnie wymierają jak podlaskie wsie.

Czy katastrofy można było uniknąć? Czy można pozostać zamkniętym na świat skansenem: autentyczną rybacką wsią na wybrzeżu Katalonii? Mimo, że bohaterowie Lewisa twierdzą, że chcą przeczekać turystów, tak jak się przeczekuje suszę albo epidemię, my wiemy, że zmiana jest radykalna: zmienia sam system pojęć, w którym operuje kultura. Napływ turystów jest tylko jednym z jej elementów: zmienia się dostępność komunikacyjna, dostępność towarów (po co jeszcze łowić ryby, skoro łatwiej kupić morszczuka z Atlantyku?), sposoby pracowania i spędzania wolnego czasu. Powstaje nowoczesne społeczeństwo konsumpcyjne. Nie da się od niego uciec, trwanie przy sieciach byłoby archaiczne i śmieszne.

Mieszkańcy Farol-Roses postępują tak jak radził Wiele Przewag. Choć w głębi duszy wierzą, że ocalą siebie, przyjmują, że nie ma rady na zmianę: trzeba budować hotele i promenady, używać łodzi do wożenia chętnych na plaże a w barze grać flamenco. Stało się, więc to nieuniknione.

_______

1 O tym można przeczytać na jego blogu: tutaj.
2 O „Nadziei radykalnej” pisałem tutaj.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s