Magdalena Grzebałkowska, 1945. Wojna i pokój, Agora 2015

 

(Andrzej Wróblewski, Dworzec na Ziemiach Odzyskanych, 1949, Muzeum Narodowe w Poznaniu, źródło: wystawa „Andrzej Wróblewski: Recto/Verso. 1948-1949, 1956-1957″, Muzeum Sztuki Nowoczesnej)

 

1.

Historia nie jest jednoznaczna. Nie są jednoznaczne ludzkie wybory, dlatego orzekanie ja na twoim miejscu naraża na śmieszność tego, kto tak mówi. A dzisiaj wiele osób chce się wypowiadać w ten sposób, najchętniej w imieniu ofiar lub katów, wierząc, że tym sposobem zapewnią im tak nam potrzebną jednoznaczność. Pisze Magdalena Grzebałkowska a jej słowa mrożą:

Może znam taki lód i śnieg. Ale nigdy nie wyłam z rozpaczy nad przeręblą, do której przed chwilą wpadły moje dzieci. Nie wiem więc, czy mam prawo mówić, że potrafię sobie wyobrazić, jak było zimą 1945 roku (s. 40).

Historia nie jest jednoznaczna. Nasze schematy żądają czerni i bieli: wyklęci, przeklęci. A przecież nigdy nie postawimy się na ich miejscu, na miejscu ucieknierów z „Wilhelma Gustloffa”, sowieckich sołdatów, partyzantów, co czekali na trzecią wojnę.

2.

Jeśli „Wielką trwogę” Marcina Zaremby można porównać do wykładu akademickiego, to „1945. Wojna i pokój” są powiązanymi z nim ćwiczenia. Magdalena Grzebałkowska wykorzystuje w tych ćwiczeniach bogactwo materiałów: jest tu i reportaż biograficzny, i relacja z podróży śladami, i wypisy z gazet, i klasyczyny reportaż historyczny. Patchworkowa opowieść o jednym roku sprzed siedemdziesięciu lat. (O jednym roku, sprzed stu dwu lat, ale zupełnie inaczej, z większym chłodem, pisał też Piotr Szarota).

3.

Zastanówmy się nad fragmentem:

Miasteczko [Otwock] też ma im coś do powiedzenia. „Popatrzcie, ludzie, że też Hitler wszystkim jednak nie dał rady” – można usłyszeć od dorosłych, już niedaleko szkoły (s. 213).

Istnieją dwa sposoby opisywania przeszłości. Pierwszy to sposób autorki: zbieranie opowieści, różnych, czasem sprzecznych obrazów, z założeniem, że historia to jest ludzki dramat bez gotowych rozwiązań, co należało czynić, które podpowiedziałby jakiś boski sufler. Historię zapełniają jedynie jednostki. Nie narody lub państwa, ale żony, matki, mężowie, córki, synowie, ojcowie.
Drugi sposób, który nazywany bywa polityką historyczną, ukochane dziecko polskiej prawicy, uwielbia jednoznaczność. Aby ją osiągnąć korzysta z narzędzi takich jak wybielanie, pomijanie lub używanie wielkich kwantyfikatorów (wszyscy albo żaden, bo społeczeństwa i narody – zgodnie z tym podejściem – są jednorodne, dobre albo złe). Problem z powyższym fragmentem z Otwocka zwolennik polityki historycznej mógłby rozwiązać na dwa sposoby.

Po pierwsze, kierując się tezą „wszyscy Polacy ratowali Żydów”, można ten fragment pominąć jako sprzeczny z aksjomatem, marginalny problem. Być może w jakimś izolowanym przypadku zdarzyło się coś takiego, ale nie możemy o tym pisać, gdyż mogłoby to poddać w wątpliwość prawdziwość tezy, którą staramy się ugruntować poprzez naszą politykę.

Po drugie, można autorce czynić zarzuty, organizować kampanie, zarzucać oszczerstwo. Naszej tezy nie można podważyć, więc jedynym wyjaśnieniem sprzeczności jest to, że Grzebałkowska kłamie. Nigdy nie mogło się coś takiego zdarzyć, Polacy zawsze byli dobrzy. (Proszę słać listy, petycje, ewentualnie palić świece).

Polityki historycznej nie interesuje prawda jako zgodność rzeczywistości z opisem. Prawda staje się tylko narzędziem: potrzebna jest akurat taka jej wersja, jaka nam dzisiaj odpowiada. (A nam zawsze odpowiada to, że jesteśmy wspaniali).

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s