Norman Lewis, Grobowiec w Sewilli, Czarne 2013

Dwóch dżentelmenów przyjechało właśnie do miasta. Naprzeciw dworca jest mały hotel i tam chcą znaleźć nocleg. Jest tylko jeden szkopuł: na ulicy przy dworcu trwa wymiana ognia pomiędzy wojskami rządowymi a rewolucjonistami. Całość narracji w tym miejscu wygląda jak skecz z angielskiego kabaretu: na flegmatycznych Anglikach rozpędzony, strzelający szwadron kawalerii nie robi wrażenia.

Ta opowiastka dobrze oddaje staromodny i łatwo dający się parodiować styl, w jakim pisze Norman Lewis. Dwaj panowie z Londynu (w tym jeden czujący się komunistą) wydają się nie pojmować, że kule są śmiertelne, ciągle dzielnie udając, że nic się nie stało.

W tle jest Hiszpania (we fragmentach też Portugalia) fascynująca, bo zupełnie inna od tej Hiszpanii z filmów i z folderów biur podróży. Kraj nieco egzotyczny, nieco dziki, bez sieci autostrad i betonowych hoteli obrastających wybrzeża. Pojawiają się ludzie mieszkający w jaskiniach, przemykające zabójcze pająki, wreszcie (po stronie portugalskiej) świeżo spalona czarownica. Znajdujemy się wraz z naszymi bohaterami ubi leones. Nic jednak nie narusza ich spokoju ducha!

Obu udaje się dotrzeć tam, gdzie turystom osiemdziesiąt lat później dotrzeć się nie udaje: do miejsca, gdzie jest autentycznie. (A to, co jest w tym miejscu reportażem, a co fikcją literacką to już zupełnie inna bajka).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s