
O książkach trudniej jest mi pisać niż o filmach. Książek nie oceniam, choć namawia mnie do tego A., a R. wymyślił nawet ranking reportaży, który może się tu jeszcze pojawi. Ochotę na narrację zaspokaja u mnie kino, dlatego wśród moich książek więcej jest tzw. literatury niefikcyjnej (czy to fikcja, czy niefikcja to zupełnie inna para kaloszy).
Ten rok zdominowało pięć tomów. Dwa najgrubsze (nadal uważam, że lepszym rozwiązaniem byłoby ich podzielenie na cztery chudsze) to „100/XX. Antologia polskiego reportażu XX wieku'” pod redakcją Mariusza Szczygła, pozwalająca – jak to wymyśliłem – prześledzić zmianę sposobu myślenia Polaków. Właściwie to czekam już na ten trzeci dodatkowy (a może dwa mniejsze?) Pozostałe trzy tomy to dokonane przez wydawnictwo MG wznowienie „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta, które miesiąc po miesiącu coraz bardziej mnie wciąga (A. dopytuje czemu czekam na następny tom, zamiast pójść do biblioteki, a ja jej na to, że to taki rytuał).
Kolejny rok z rzędu moją, i jak się okazuje, bo Big Book Festival na ten temat, nie tylko moją fascynacją pozostaje Jarosław Iwaszkiewicz. Właśnie ukazał się trzeci tom listów jego i Hani, więc nic nie wskazuje na to, że to samo zdanie nie zostanie powtórzone w podsumowaniu 2015 roku.
Mam opory przed szeregowaniem książek, więc – w przeciwieństwie do podsumowania kinowego – nie będę pisał o tym, co mi się nie podobało. Osobiście dla mnie najważniejszy był esej Kołakowskiego „Jezus ośmieszony” (tutaj) dobrze oddający moje własne odczucia dotyczące cywilizacji europejskiej. Kupiona przypadkiem, po tytule, „Cudowna” (tutaj) okazała się rewelacyjną opowieścią o pobożności, zresztą – co rzadkie – wywołała też spory oddźwięk w mediach. „Bóg jest czerwony” (tutaj) to kolejna, w tym zestawieniu, książka o religii: pasjonujący obraz mieszkańców prowincjonalnych Chin (na ten temat sporo też ostatnio dobrego kina). Poruszająca książką jest wydane przez Czarne „W oblężeniu” Barbary Demick (tutaj), za to spośród tylu tegorocznych dobrych, nowych polskich reportaży (bo i „Białe”, i „Samotność Portugalczyka”) wyróżnię za świeżość „Cztery zachodnie staruchy” (tutaj). Prozę prozatorską czytuję rzadko, ale nie mogę nie wspomnieć, że „Śpiewaj ogrody” (tutaj) Huellego mógłbym przeczytać jeszcze raz.
Czyli czyta się jeszcze. Mimo nadużywania facebooka i innych sieciowych wynalazków, nie mam jeszcze cyfrowej demencji, o której tak ostrzegawczo pisze Manfred Spitzer (tutaj).
