Barbara Demick, W oblężeniu, Czarne 2014

 

I

Kiedy A. spytała o ulubione podróże, a akurat segregowałem zbierane w czasie podróży szpargały (kolejny pomysł przywieziony z Krakowa), bez wahania powiedziałem „Sarajewo”. Tęskni mi się za tym miastem pomiędzy wzgórzami, oglądanym z Białej Twierdzy i czuję jeszcze smak kawy z miedzianego kociołka. Już sama jego nazwa zawiera i sekret, i poezję. W Sarajewie zaczął się i skończył dwudziesty wiek. (Piątego lutego minęła dwudziesta rocznica masakry ludności cywilnej na Merkale, tam, gdzie wiele lat później kupowaliśmy dojrzałe figi.)

Pierwsze igrzyska olimpijskie, które pamiętam. Sarajewo brzmi od początku w moich uszach.

II

Demick cytuje Primo Leviego: Każdy wcześniej czy później w swym życiu odkrywa prawdę, że szczęście doskonałe jest nieosiągalne, lecz mało kto zastanawia się nad odwrotnością tej prawdy: że równie nieosiągalne jest doskonałe nieszczęście […]. Nie dopuszcza do tego nasza zawsze niewystarczająca znajomość przyszłości, co w jednym przypadku nazywa się nadzieją (s. 26-27).

III

Ostatni raz tak miałem, czytając „Jest taki piękny słoneczny dzień…”. Po dwóch, trzech stronach emocje każą odłożyć książkę i się uspokoić. Nie daje mi spokoju banalność zła, to, że nagle stajesz na wzgórzu i celujesz w dzieci, starsze panie, chorych ze szpitala. Bo co? Naród cię opętał?

Znalazłem jakąś recenzję, w której autor twierdzi, że Sarajewo jest uniwersalne. I ta książka to też o Wa. z 1944 roku. Nie jest uniwersalne: to nie jest powstanie, to jest oblężenie, to nie jest czas przed Norymbergą, to się dzieje wtedy, gdy oglądamy w telewizji „Gumisie” a Edyta Górniak śpiewa o Ewie, to się dzieje równolegle, obok. Oenzet obraduje i nie potrafi nic zrobić. Ludzie giną.

Dwadzieścia lat później Sarajewo nadal nie daje spokoju.

IV

Przeczytałem „W oblężeniu”. Narracja kończy się na dwa miesiące przed naszym do Sarajewa, krótkim przyjazdem. Próbuje żyć normalnie a jednocześnie cały czas tkwi w nieuleczalnej traumie. (Dwadzieścia lat po wojnie, u nas to byłby 1965 rok i biskupi pisaliby list o pojednaniu).

To książka o tym, jak w imię ideologii, zniszczyć coś pięknego: autorka opisuje jak rozpadają się relacje między ludźmi, jak coraz trudniej o nadzieję. (W tym też jej opis bliski jest książce „Jest taki piękny słoneczny dzień…”). Zniknęło tamto szczęśliwe miasto w Jugosławii, tak jak znikały w dwudziestym wieku inne szczęśliwe miasta.

V

Kiedy wszyscy patrzyli na Kijów, w Sarajewie też się paliło. Nikt o tym u nas nie wspominał. Jak zawsze leżało strasznie daleko.

VI

Jeszcze tam powrócę.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s